ABC-ARTE INTERNETOWE STUDIO FILMÓW ANIMOWANYCH
Strona www z komiksami, opowiadaniami i filmami autorstwa Justyny "Justy" Margielewskiej

NEWSY

Na tej podstronie znajdują się ważne informacje i wszelkie ciekawostki związane z moją twórczością. :)
Na przykład, że strona ABC-ARTE.PL została założona przez Justę 3.05.2014 roku i w tym dniu każdego roku rysica dostaje kolejną świeczkę na swoim namalowanym przeze mnie torcie :)

Tutaj zamieszczane są także wzmianki o nowych filmach (kiedy premiera, czy już mamy scenariusz, itp), 
grafikach i projektach artystycznych, w których będe mieć przyjemność uczestniczyć. 

Największy Skarb Świata Odcinek 2

2019-09-08 10:10:34, komentarzy: 0

Po tym jak 7 legendarnych skarbów znalazło się na naszej planecie, kosmiczne czarownice będą robić wszystko, żeby odzyskać swoje, przeklęte artefakty. W tym celu najpierw będą próbowały dogadać się ze starożytnymi, ale czy im się to uda? Przekonajcie się sami! Oto kolejna część prologu serii „Największy Skarb Świata” czyli z rozdziału 1 "Siedem Skarbów". 

 

Okładka

 

Racja Feniks! Teraz nadszedł czas na opowieść o Ani i Asi, ale najpierw... mała dygresja! I nie rób takiej strasznej miny. – uśmiecham się na samą myśl, bycia wszechwiedzącym narratorem.

Stary Feniks, zaczął zjadać kolejne pudełko ze słonymi orzeszkami. To taki jego sposób na stres. Od niepamiętnych czasów był nerwowym gościem. Nawet jako pisklę kiedy spacerował po bezkresnej pustyni z kocią boginią Bastet... musiał się z nią pokłócić. Raz pretekstem do wszczęcia awantury było znalezione kocie berło czarownic. Bo po co niby Bast kolejne berło? Powtarzam słowa ptaka. Na co, takie wredne berło, które w łapach bogini najpierw prawie upiekło Feniksa, a potem zaatakowało, małego, siwego pieska, jak się okazało niedoszłego kieszonkowca?

 Feniks i Bastet - strona z komiksu

Lepiej było się nie kłócić z brązową kotką, ze spiczastymi uszkami, wewnątrz różowymi, a na zewnątrz brązowymi, o jasnym, kremowym pyszczku i nieco pulchnym brzuszku, w puszystych rękawiczkach z jaśniejszej sierści na łapkach i takim koniuszku u ogonka. Poza takimi cechami, Bastet wyróżniała się wielkim złotym paciorkiem na szyi z motywem gwiazdy, złotymi ślepkami w czarnej obwódce, z piwnymi tęczówkami o delikatnych brwiach, czarnym, trójkątnym noskiem, długimi wąsami i włosami czuciowymi na głowie „a la kocie rzęsy”, szczerym uśmiechem i wielką chęcią kolekcjonowania najdziwniejszych przedmiotów z motywem dekoracyjnym typu „kot”. I nie ważne, że akurat to berło, stanie się synonimem słów „tandeta plus kłopoty”. I chyba tylko raz, właśnie w tym momencie, kocica Bastet miała rację, wspominając, że „to dziwne berło jest na pewno wredniejsze od Ciebie Feniksie”.

 

Greczynka i Egipcjanie

 

Starożytny Egipt to był naprawdę dziwny kraj dla Greków, którzy czasem odwiedzali ojczyznę Feniksa. Koty były święte, a psy przeklęte. Na dodatek, pecha miał nie tylko każdy siwy kundelek z brązowym noskiem i nie ważne czy z Hellady był, czy swój z paciorkiem z naszyjników i w białej, lnianej szacie.

 

Antyczny Egipt - strona z komiksu

 

Najgorzej było jak wszyscy, zbuntowani Egipcjanie, organizowali pierwsze strajki, stając się białymi tłumami w czarnych perukach o złych, wielkich oczach z krzaczastymi brwiami i o lekko opalonych gniewem cerach. Strajkowali: potężni budowniczy piramid, chudzi skrybowie, biedni rybacy, a nawet, te piękne damy dworu, w długich szatach ozdobionych naszyjnikami i pachnącymi kapelusikami o kształtach kwiatów lilii na długich, czarnych perukach. Jedni z nich nosili transparenty z obraźliwymi hieroglifami, a inni pochodnie. Na swoim „świętym piśmie”, najczęściej wypisywali, jacy to Grecy są dla nich niedobrzy. To niby przez nich mieli kryzys gospodarczy, albo jakąś, egipską plagę nieurodzaju. Po prostu zgniewani poddani faraona, szukali kozła ofiarnego, co nie wszystkim się musiało podobać, a na pewno nie było za bardzo miło jednej panience, pochodzącej z Aten, która potrafiła rozmawiać ze zwierzętami.

 

Raz taką manifestację, z oddali oglądała ta jedna, dumna, Greczynka, ciemnooka Ania. Bohaterka, miała długie, czarne proste włosy z grzywką wpadającą do jej czarnych oczu z bardzo długimi rzęsami. Ania miała lekko szpiczastą twarz i troszkę haczykowaty nos i bujne, czarne brwi. Gdy się szeroko uśmiechała, zdawała się być kimś potężnym. Efekt potęgowało jej lekko surowe spojrzenie. Chociaż była tylko ubrana w prostą, różową suknię, w typie hellenistycznego chitonu z rękawami i kwadratowymi, motywami dekoracyjnymi z broszką na jednym ramieniu, budziła respekt.

Greczynka i zwierzaki - strona z komiksu

Ta wysoka i szczupła dziewczyna lubiła różowy kolor, błyszczące, złote broszki, swojego, siwego kundelka Cezara o piwnych oczkach w czarnych obwódkach, o takich, delikatnych brwiach, z brązowym noskiem, o krótkim, puszystym ogonku i trójkątnych, siwych uszkach, a w środku różowych czyli tą znienawidzoną, psią rasę w Egipcie. Poza tym, dziewczynka pragnęła zmienić świat na lepsze lub jeśli to możliwe chciała wykreować zupełnie nowe miejsce do życia. I marzyła też ucieczce z tej Ziemi na inną planetę. Miała do tego predyspozycje. Jak już wspomniałam, potrafiła gadać z czworonogami i jeszcze posiadała magiczne zdolności.

 

Jej piesek Cezar miał chyba tak samo, z tym nielubieniem Egiptu, bo ciągle stroiła sobie z niego żarty pewna, dumna, ruda rysica Asia, o bardzo długich, delikatnych wąsach i włosach czuciowych na czole, o złotych ślepkach z jasnoniebieskimi, kulistymi źrenicami, zamkniętymi w czarnych obwódkach, odpowiednikach wyrazistych rzęs u ludzi, z ciemnymi brwiami. Na domiar wszystkiego, lubiąca się w diamentowej biżuterii o sporej wartości jubilerskiej, straszna kocica z Egiptu uważała siebie za nietylną. Do czasu gdy... zdolności Ani nie wyszły na jaw.

 

Wszystko zaczęło się całkiem niewinnie, bo Cezar jak zwykle wpadł w te, egipskie kaktusy i strasznie, cierpiał, wyciągając sobie kolce z ciała. Wzięło mu się na narzekanie. Tak było od zawsze, gdy tylko gonił rysicę Aśkę, która zręcznymi susami, unikała rozsianych po ogromnej, pustynnej przestrzeni zielonych, kolczastych kul, udekorowanych małymi, różowymi kwiatuszkami o płatkach przypominających lilie wodne. Kocica ze śmiesznymi uszkami z futrzanymi pędzelkami, z brązowymi łatkami na rudej sierści, z krótkim, puszystym ogonkiem, jakby fruwała po niebie, nie zbierając za sobą kwiatowych sztyletów. Co innego Cezar.

 

Cha! Cha! – zaśmiała się Aśka, nie wiedząc, że jest bacznie obserwowana przez Anię, która ukryła się zza kilkoma, większymi kaktusami.

To jest chore! – warknął Cezar.

Cezar, ty mówisz? – zapytała z niedowierzaniem Ania.

Tak! I wiesz co, mam już po dziurki w nosie tej, egipskiej niewoli! – warknął siwy kundelek Cezar.

Ja też. Gdybym mogła, zniszczyłabym Egipt, albo ten cały niesprawiedliwy świat za pomocą jakiegoś, magicznego cacka! – krzyknęła Ania, wskazując groźnie placem na przestraszoną rysicę Asię. Kicia poczuła się nieswojo, widząc pewne siebie spojrzenie Ani.

– „O kurcze, wywołałam powstanie narodowe!” – pomyślała Aśka i szybko przeszła do kontrataku, groźnie wpatrując się w postać dziewczynki, ubranej na różowo.

To jest niezgodne z prawem... wy nie macie prawa, buntować się! – miauknęła rysica, mając nadzieję, że przestraszy turystów. Niestety, psiak Cezar, nie miał zamiaru odpuścić i zaczął dokuczać kotce. Odrobina cynicznej filozofii, nikomu przecież nie zaszkodzi, no może poza rozumkami egipskich kotów, przekonanych o swej boskości.

Z jakim prawem? Nie hałasuj tak świętoszko, bo wysadzimy w powietrze, wszystkie, wasze, egipskie świątynie! – zagroził Cezar. Ania skwitowała słowa kundelka, szerokim, przebiegłym i lekko złowieszczym śmiechem.

 

I jeszcze te agresywne spojrzenie z ostro zaakcentowanymi brwiami, niczym punkt widzenia boga śmierci Hadesa. Rysica poczuła, że ciarki przechodzą jej po plecach.

Powstrzymam was moją mocą w imieniu bogini Bastet! – wydukała kica, ale jej klątwa, ani bojowa, wyprostowana postawa ciała na szczycie jednego z kaktusów, nie mogła przestraszyć, żadnego, milczącego Greka. Co najmniej jedynie, mogła rozśmieszyć nie jednego Cynika.

Straaaasznieee sięęęę bojęęę, mam czkawkę ze strachu! – Ania zaczęła się przekomarzać, a poirytowana rysica wpadła w kaktusy. Au! Teraz to ona miła wszystkie kolce w ciele. Kotka, wybiegła z pułapki, ze łzami, uciekając gdzie pieprz rośnie. W oddali niosło się jak echo, jej miauczenie:

Nie mówcie takich, strasznych rzeczy!

 

Cezar i Asia parsknęli śmiechem. Ktoś inny również. Greczynka odwróciła się, a trzy tajemnicze kobiety, zwabione jej niedawnym gniewem, stanęły za tuż jej plecami. Jedna z nich, Patrycja położyła dłoń na ramieniu Greczynki. Dama ubrana w czerwoną, długą do kostek suknię z peleryną, szeptem, aby w kapeluszu z płaskim rondem i w bucikach na szpilkach, zaczęła mówić, aby wyjść na milszą niż była:

Witaj, Aniu. Jesteśmy dobrymi duchami, spełniamy magiczne życzenia!

 

Ania i czarownice - strona z komiksu

 

Ania nauczyła się nie ufać nikomu, który od razu, przy pierwszym spotkaniu, zamydla oczy. Dziewczyna wyrwała się z uścisku czarownicy i zaraz spojrzała bojowo na trzy, wysokie, dziwne panie. Nigdy nie widziała, aby ktoś nosił suknie do samych pięt, a na dodatek, ubierał się w pelerynę. Niby magowie, a zwłaszcza wiedźmy tak robią, ale te płaskie kapelusze i te delikatne twarze, z błyszczącymi oczyma z długimi rzęsami, ze smukłymi nosami, delikatnymi brwiami i zadbanymi uśmiechami, a nawet z lekkim makijażem, nie pasowały do czarownic. Greczynka przyjrzała się jeszcze raz długowłosej blondynce, zdziwionej szatynce o jasnej grzywce i w kapeluszu z różą, a przede wszystkim tej, trzeciej w czerwonym kapeluszu która miała odwagę z nią zadrzeć. Greczynka przypomniała sobie, że kapłanki wieszczki Sybille z wyroczni w Delfach nie są brzydkie, ale mają nie wiadomo jakie intencje. Więc, nie warto im ufać. Bo nigdy z nimi nie wiadomo, co im wpadnie do głowy. Te trzy panie, Marta, Patrycja i Ewa, może i nie były z antycznej Grecji, ale musiały mieć coś wspólnego z owymi Sybillami albo z tymi inteligentnymi Heterami, wykształconymi Hellenkami z uniwerków.

 

Nie ufam wam! – rzekła Ania i zaczęła oddalać się od trzech nieznajomych dam. Za nią pobiegł Cezar, który kątem oka zobaczył, jak rysica Aśka dokucza czarownicom. Marta, która nie od dziś miła nie miłe wspomnienia z kotami, szybko zaczęła się wahać, czy nie powinna przypadkiem, wrócić do domu... Co gorsza, przyglądając się Asi, w mgnieniu oka, zobaczyła nie rysicę lecz znaną sobie rogatą kicię... Patrycja widząc strach w oczach siostry, podbiegła do nieświadomej niczego Ani i wyciągała zaczarowaną kulę. W tym samym momencie, blondynka Ewa, podeszła do siostry Marty, tłumacząc jej, „że to tylko głupie wspomnienie, które przeszkadza jej w byciu Władczynią Ciemności, a przecież siostra, nasza, zielona wiedźma, chce być prawdziwą czarownicą?”

 

Nie zważając dalej na konwersację swych sióstr, Patrycja pokazała Ani błyszczącą, szklaną kulę. Gdy Greczynka wzięła ja do ręki, ujrzała dziwną kicię z rogami jak mknie wśród gwiazd. Zaraz potem zobaczyła jak siedem skarbów, znika w błękicie. W wizji ze szklanej kuli, Stworka była zła i tylko zła, a przy okazji była zwyczajną złodziejką. Patrycja wyjaśniła Ani, „że ten dziwny kot, zabrał czarownicom skarby i ukrył je w nieznanych dla nich krainach, ale we świątyni Bastet jest pergamin z mapą, która też jest ich”. Pati od zawsze lubiła mijać się z prawdą, a w tym przypadku prawda była po środku. Bowiem, Stworka zabrała skarby w kosmos, a znalazł je wszystkie na Ziemi stary Feniks, mając w pamięci, niemiły czar Berła Bastet. Siedem skarbów, zostało podarowane ludziom, owym, słynnym monarchom starożytnych krain, zaś pieczę nad ich bezpieczeństwem przejęły wszystkie, ziemskie magiczne istoty oraz tutejsze zwierzęta, a także niektórzy, wyjątkowi ludzie... Tego szczegółu w historii, Ania nie mogła dowiedzieć się tak po prostu. Zamiast tego, Patrycja obiecała jej, „że jak przyniesie mapę ze świątyni bogini Bastet, w nagrodę zostanie czarownicą, potężniejszą niż Faraon i oczywiście zamieszka z trzema wiedźmami i innymi magami na Czarnej Planecie”.

 

Obietnica czarownic - komiks

 

Ania miała wątpliwości, czy tak wolno, ale jej psiak Cezar, nie wahał się ani chwilę i dał susa w stronę świętego, kociego, miejsca. Greczynka, pobiegła za nim, mając w pamięci obrazek z zaczarowanej kuli, jak beztrosko fruwa na miotle w otoczeniu przeróżnych gwiazd i planet. W decyzji utwierdził ją jeszcze fakt, słuszności sprawy. Ona nie kradła mapy, lecz oddawała ją prawowitym właścicielom! Jakie to szlachetne!

 

Jedynie rysica Aśka, która ukrywała się zza kaktusami w ozdobnych donicach, nieopodal dziedzińca egipskiego pałacu, gdzie do niedawna przebywała Ania, Cezar i owe jędze nie była taka pewna słuszności tej misji. Co więcej była przerażona. Nie wiedziała, co robić i tylko oglądała scenkę jak czarownica Patrycja, siedząc sobie na jednym ze stopni schodów, pokrytych wizerunkami słońca, pokazuje Ani jakąś szklaną kulę... W tym samym czasie na tarasie otoczonym przez egipskie kolumny z malowidłami, wyobrażającymi koniec świata, jakaś paniusia w różowej kiecce i blond włosach, częstowała kundla Cezara smakołykami, chichocząc i gadając „Siema jestem blondi Ewa, a tamta z kwiatkiem, z tymi kolcami to Marta, jesteśmy czarownicami”.

 

Rysica Aśka - komiks

 

W końcu Asia, pobiegła za tą grecką tragedią w postaci psa i jej pani. Przypominając sobie, treść tekstu zapisanego hieroglifami tuż przy pomniku bogini Bastet, który wita pielgrzymów, „że tam nie można sobie tak po prostu wejść, a wyniesienie czegokolwiek za wrota świątyni, skutkuje oskarżeniem o zdradę i wyrokiem śmierci”. Biegnąc co sił w nogach, niebieskooka rysica w myślach, oskarżała sama siebie za swoją głupotę:

– „To moja wina! Mogłam się tak nie przechwalać! Jak ich złapią to zabiją, głupi śmiertelnicy! Nie mają dziewięciu żyć!” – miauczała kocica, aż do pojawienia się na stopniach schodów, wiodących do zbudowanej na planie kwadratu, niskiej świątyni. Tuż przy drzwiach wejściowych, kapłani zostawili tabliczkę ze znakami stóp dłoni, zachodu słońca, krzesła i pergaminu, co miało pewnie znaczyć „dzień otwarty dla zwiedzających”. Teraz to Aśka już miała dość, pot spływał jej z kociego czoła, a szczęka prawie opadła na ozdobną podłogę świętego tarasu …

 

– „Ten kraj schodzi na psy!”– pomyślała rysica i biegiem wpadła do jednego z pomieszczeń, wypełnionego kocimi figurkami, hieroglifami zawierającymi klątwy na złodziei w stylu „zamienimy was w osła, zje was wielki lew i takie tam”. Na ścianach były zawieszone trójkątne pochodnie, pewnie kupione u Achajów czyli w... dzisiejszej Grecji! Nie zamyślając się długo nad tym co, stoi lub wisi w świątyni, rysica pobiegła zaciemnionym korytarzem wprost do następnego pomieszczenia. Kicia mijała za sobą niezliczone malowidła, z bogiem sokołem Horusem, na którego poluje szakal Set, a na chmurce siedzi rozbawiona bogini Bastet w towarzystwie lwicy od wojny, o imieniu Sachmet. Kocice grają w karty „we wojnę”. Ich rozgrywce przyglądają się inni bogowie i boginie, w większości pokazani jak ludzie z głowami zwierząt: Hipopotama, Zebry, Krokodyla, Sowy... a nawet domowego psa!

 

W tym samym czasie, jedna grecka dłoń, sięgnęła po dziwny pergamin. Ania pokazała Cezarowi ogromną mapę, która po rozłożeniu, wypełniła całą, trzecią komnatę świątyni, na ścianach której nie było ani jednego hieroglifu, a kilkadziesiąt pochodni, tak, że wszędzie było jasno.. Wygląda na to, że to co istotne, było w mapie Feniksa i nic innego nie miło prawa, zakłócać uwagi czytelnika.

 

Greczynka była zachwycona, chociaż nie rozumiała wszystkich, zapisanych informacji na mapie. Na wielkim pergaminie, znalazło się pismo klinowe Babilończyków w kształcie małych trójkątów, opisujące wiszące ogrody królowej Semiramidy wraz z ich złotym kwiatem, hieroglify o berle Bastet, a nawet starogreckie teksty o pewnej, nieco dziwnej cegiełce, którą prawdopodobniej używano jako lampy w latarni morskiej na Faros. Inną perełką okazał się jeszcze krótki tekst o księdze Artemidy ze świątyni owej bogini, zaliczanej do Siedmiu Cudów Świata. Było też coś o orle boga Zeusa w Olimpii i jeszcze o brylancie kolosa rodyjskiego... ale zanim Ania zdarzyła odczytać te kilka i tak nielicznych fragmentów tekstów po grecku, dziewczyna usłyszała potężny huk. Greczynka szybko schowała wielki pergamin do złotego pudełka i wraz z pieskiem Cezarem, pędem skierowała się do wyjścia.

 

 Scena w świątyni - komiks

To było takie proste... – szepnęła Ania.

Za proste... – dodał Cezar. Ku zdumieniu tych dwojga, niedzielnych poszukiwaczy przygód, rysica Aśka zastąpiła im drogę, chwiejnie stając na tylnych łapach i grożąc ostrymi pazurami:

Nie możecie wyjść stąd z mapą! – zaprotestowała rysica.

Dlaczego? – zapytał Cezar, rozzłoszczoną rysicę, która zaczęła głośno tupać.

Bo nie można i kropka! – ucięła rysica, hałasując jeszcze bardziej.

Na Ani i Cezarze, cyrk mruczki nie zrobił żadnego wrażenia. Nawet bogini Bastet, drzemiąca sobie w wielkim, zielonym hamaku, zaczepionym o dwie, trójkątne pochodnie, nie była zachwycona postępowaniem rysicy:

Ciszej tam! Ja śpię! – miauknęła na wpół przytomna Bastet.

Ania i Cezar, nie mogli przegapić takiej okazji. Widząc jak jakaś kocica, daje reprymendę Asi, wybiegli z trzeciej komnaty wprost na zaciemniony korytarz z malowidłami. Ania, znalazła jakiś, mały przedmiot w postaci kubeczka z kranikiem i skierowała zaczarowana parę z owego artefaktu, wprost na biegnącą w jej kierunku rysicę Asię. Rysica zamknęła oczy, nie mogąc znieść pieczenia owej pary:

Nie po oczach! – prychnęła Asia i stanęła w miejscu. Greczynka i jej psiak, byli już w ostatniej części świątyni, gdy nagle, zwaliła ich z nóg ogromna kocia łapa. Magiczna mikstura, powiększyła tysiąckrotnie rysicę, która z łatwością odebrała mapę przerażonej Ani. Teraz to Greczynka i jej psiak, wyglądali jak dwie, małe myszki, a wiadomo, iż koty lubią polować na istoty dużo mniejsze od siebie.

Bitwa w świątyni - komiks

 

Aśka w rewanżu zasięgła po dwie, inne mikstury. Jedna z nich była oznaczona symbolem klepsydry i powodowała sklerozę czyli problemy z pamięcią. Inny woreczek z jakimiś, dziwnymi hieroglifami i rysunkiem węża, zawierał fobie na plagi egipskie. Na półce obok tego ustrojstwa, zostało napisane, aby nie stosować na psach i ludziach, ale rysica Asia, uczyć się nie lubiła, usprawiedliwiając się brakiem talentu do czytania hieroglifów. W efekcie tych psot Asi, psiak Cezar stracił pamięć, a Ania swą odwagę, bo ci antybohaterowie zostali posypani magicznymi proszkami. Przerażone postacie, wybiegły z wrót świątyni.

– „I po kłopocie.” – pomyślała rysica.

 

Rysica Aśka i czarownice

 

 

Niestety, kocica zapomniała o czarownicach, które niebawem pojawiły się w świątyni. Na nieszczęście rysicy, dziwna mikstura, przestała działać akurat wtedy, gdy tylko Pati zbliżyła się do niej i zabrała tajemniczy pergamin. Wiedźma rozejrzała się dookoła, szukając wzrokiem Ani i Cezara:

Aniu, jesteś tu? Chcesz jechać z nami na wycieczkę? – zapytała niepewnie czerwona jędza.

Może się rozmyśliła? I zostawiła nam mapę... – zaraz beztrosko dodała blondi Ewa.

– „To pewnie robota tego kota!” – pomyślała Marta i wycelowała swą różdżkę w stronę rysicy. Niebieskooka kicia, oglądnęła się za siebie. Miął szczęście bo grom z sopelki Marty, świsnął tuż nad jej głową.

– „Ups! Zapomniałam o czarownicach!”– pomyślała Asia i szybko dała susa w stronę drzwi.

Tajemnica Ziemi została odkryta i nic na to nie poradzisz kocie! – zaśmiała się triumfalnie Marta, podnosząc dłoń do góry z różdżką, ponownie gotową do ataku. Kotka zaczęła uciekać, starając umykać błękitnym błyskawicom.

 

Wspomnienie o Stworce - komiks

 

W pewnym momencie, w świątyni, pojawiły się znane Marcie błyszczące bańki mydlane. Zielona jędza w kapelusiku z różą, otworzyła szeroko oczy. Tam gdzie dotychczas biegła Asia, zaczęła teraz umykać przed jej czarami, biała pasiasta kotka z rogami na głowie. Marta opadłą na kolana i rzuciła różdżkę na podłogę. Zawsze jak próbuje zrobić coś niedobrego, pojawia się Stworka! Najprawdopodobniej, było coś nie tak z sama mocą seledynowej czarownicy. Racja... w końcu ona ma moc Stworki, więc trudno, aby kocia magia, miała przeszkodzić innym mruczkom.

 

To nawet, dałoby się wyjaśnić, gdyby nie fakt, że Marta, nie była za też dobra w rzucaniu uroków na ludzi. Za wrażliwa? Wiedźma nie miała talentu do bycia Władczynią Ciemności. Istniała jeszcze jedna opcja. Może Marta powinna odnaleźć swój, własny styl bycia czarownicą, a nie naśladować czynów Patrycji? Czemu nie bierze przykładu z blondynki Ewy? Ona jakoś sobie daje radę. Jeśli już to nie pomoże, pozostałe jej iść na magiczną emeryturę. Tego ta, dziwna szatynka z białą grzywką i brązowym kapeluszem z czerwoną różą, nie chciała brać pod uwagę. Jest za młoda na taki pomysł!

 

I co powiedziała by królowa magów na Czarnej Planecie czyli jej Mamuśka? Królewna Marta zdezerterowała? I pomyśleć, że za wszystkim stała jedna, kosmiczna kicia z rogami...

Głupie koty! I głupie wspomnienia! – krzyknęła Marta.

 

Czarownice wróciły do domu na Czarną Planetę pod Czarną Gwiazdą. Rysica Asia, nie zdołała zabrać im pergaminu, ale uszła z życiem. W natłoku tego chaosu, nikt specjalnie nie zwracał uwagi na jeszcze jedno malowidło w rogu świątyni Bastet. Nawet Asia, która postanowiła zaprzyjaźnić się z Anią i Cezarem (bo to w końcu nie ich wina, że świat egipskich mruczków nie lubił Greków i ich psów), wracając bezpiecznie do siebie nie przejmowała się zbytnio pewnym proroczym freskiem... choć i tam widniała jej miniaturowa postać, a także Ani i Cezara.

 

Legendarne Malowidło

 

 

Malowidło roli głównej przedstawiało tajemniczą postać średniego wzrostu szczupłej dziewczyny w okularach z rudą kitką i długą grzywką. Byłą ona w czerwonym dresie. Miała też naszyjnik z wizerunkiem serca w jednej ręce. Po niebie fruwał, wielki, rudy ptak, z haczykowatym dziobem, orlimi szponami oraz z długim ogonem... może stary Feniks? Ta dziewczyna nie mogła pochodzić z tych czasów. Jedynie, co było zwyczajne to te, zielone palmy, bo w końcu te drzewa były od zawsze w Egipcie? I tu wracamy do początku! Tak, dalej będzie już mowa o tej dziewczynie, tylko, że bez żadnego mitologizowania!

 

Nie wiem na pewno, czy ktoś, ubrany w czerwony dres i w zero przebojowości, zasługuje na to, aby mieć swoje pięć minut we własnym życiu. Wierzę jednak, że tak ma być. Każdy powinien mieć okazję pokazać się światu jako ten lub ta, bez którego istnienia nie byłoby szans na nowy, piękny dzień. I nie ważne, że taki heros, czasem jest, delikatnie mówiąc, nie do wytrzymania. Prawdziwi bohaterowie mają niestety, wady i zalety.

 

Może Kinga miała więcej szczęścia, bo została napisana o jej książka i chociaż czasem, wydawać Wam się będzie, iż to opowieść o rudej rysicy Urszuli. Wszystkie pozory mylą. Nie zdziwcie się przypadkiem, jak czasem myśli Kingi, to będą Wasze myśli.

 

Feniks jak zwykle się ze mną nie zgadza, bo to on jest gwiazdorem tej telenoweli. Zaraz... komu wierzycie? Mi czy jemu? Nie zapominajcie, to ja jestem NARRATOREM, a tamten to jeden z tych gości, którzy zagniewają się na wszystko, jeśli nie znajdzie się na stronie książki, w odrobinie choć jeden KOMPLEMENT... na ich temat!

 

Kinga i Greczynka

 

Spokojnie, Feniksie. Masz tu komplement. Nasz wielki ptak, bo przecież nie ssak, ma tak dobrą pamięć jak te druki ulotne, rozdawane od czasu do czasu, przez polityków z ich programami naprawy Polski. Pamięć na przemiał chwili. Dobra, koniec tych smutków, czas przedstawić Kingę i jej szalonych przyjaciół z przyszłości.

 

Jeśli jesteście ciekawi, co było dalej, zachęcam do komentowania... 

« powrót

Dodaj nowy komentarz