ABC-ARTE INTERNETOWE STUDIO FILMÓW ANIMOWANYCH
Strona www z komiksami, opowiadaniami i filmami autorstwa Justyny "Justy" Margielewskiej

NEWSY

Na tej podstronie znajdują się ważne informacje i wszelkie ciekawostki związane z moją twórczością. :)
Na przykład, że strona ABC-ARTE.PL została założona przez Justę 3.05.2014 roku i w tym dniu każdego roku rysica dostaje kolejną świeczkę na swoim namalowanym przeze mnie torcie :)

Tutaj zamieszczane są także wzmianki o nowych filmach (kiedy premiera, czy już mamy scenariusz, itp), 
grafikach i projektach artystycznych, w których będe mieć przyjemność uczestniczyć. 

Największy Skarb Świata Odcinek 1.

2019-08-31 14:22:11, komentarzy: 0

Z okazji 20 lat serii „Największy Skarb Świata” będę co tydzień w soboty, publikować opowiadania z moimi bohaterami. Na początek poznajemy złe kosmiczne czarownice, gdy te były jeszcze małymi dziewczynkami. W kolejnych odcinkach poznamy ich dalsze losy jak i bohaterów całej serii o przygodach Kingi i rysicy Urszuli…

 

Kinga i Urszula

 

Rozdział 1.

 

Siedem Skarbów

 

Czy jesteście na to gotowi? Przekonajcie się sami. Nie, nie mam zamiaru, opowiadać Wam tu, o Supermenie, ale o kimś zwyczajnym. Tak do bólu zwyczajnym, jak pewna marka kiełbasy, tylko, że niestety...

 

Zanim jednak, przedstawię Wam tę osobę, poznajcie tego, starego Feniksa. Ptak ma niezłe kuku na muniu i nie wiadomo co robił, kiedy zadanie ratowania świata przed złem, zwalał na innych. Przecież to takie fajne. Ptak to niby legendarny Feniks? Wielki jak ta radioaktywna jaszczurka Godzilla, górująca nad szklanymi domami Tokio, a tutaj ten bohater... wszystkiego unika jak ognia? Ponoć Feniksy, odradzają się z popiołów? Może on wcale nie jest Feniksem, a tylko tajnym agentem jakiegoś obcego wywiadu? Ten ptak o wyglądzie ogromnego, rudego orła ze złowrogimi, piwnymi oczyma w czarnych obwódkach i jeszcze o wyraźnych brwiach, z równie wielkim ogonem, co jego ego, uwielbia rzucać w swoich wrogów kulistymi, płonącymi kamieniami z kosmosu czyli meteorami, ale przede wszystkim to... leń nad lenie. Teraz to wściekłe ptaszysko siedzi sobie na szczycie trójkątnej piramidy Cheopsa w Egipcie, gapi się na zachód słońca i kłóci się ze mną, narratorem Justą. Ponoć ma taką świetną pamięć, ale to ja jestem zmuszona, rozpocząć tę opowieść. No dobrze oddajmy głos temu zarozumialcowi, bo życie mi miłe.

 

Ej! Narrator, ja wszystko pamiętam! Spotkałem, Asię i Anię, zaczarowani przez wiedźmy ludzie, niszczyli Siedem Cudów Świata, ponieważ tam były ukryte te, niebezpieczne, magiczne przedmioty! Należały one do czarownic, które zajmują się niszczeniem planet, więc aby ochronić Błękitną Planetę...

Masz rację... Tylko powiedz mi, jak te skarby Władczyń Ciemności, znalazły się na Ziemi? - pytam, a ptak milczy. Wręcz go zatkało z wrażenia.

 

Kłopot w tym, iż te trzy czarownice, Marta, Patrycja i Ewa oraz ich Mamuśka i jej miliardowa kompania, jakoś zwietrzyły gdzie są ukryte te skarby, i na dodatek, postanowiły uwziąć się na wszystkich Ziemian od ulubienicy Feniksa, Greczynki Ani, która mieszkała w starożytnym Egipcie po pewną rudą z dzisiejszej ery, Kingę i jej nie mniej rudą rysicę Urszulę oraz całą resztę oprychów. Odpowiedź jak zaczęła się w końcu ta historia ze skarbami jest trochę z innego wymiaru, ale do rzeczy.

 

Trzy czarownice Marta, Patrycja i Ewa (pozwolę sobie je zaraz opisać), mieszkają na Czarnej Planecie, która krąży wokół jakieś Czarnej Gwiazdy. Wiedźmy te tytułują się mianem Władczyń Ciemności (dorzućmy jeszcze „od siedmiu boleści” i wszystko będzie jasne), którym marzy się władza nad Wszechświatem! Co za dużo, to nie zdrowo!

 

I pewnie wszystko byłoby po myśli jędz, gdyby nie pewien kosmiczny kot, a właściwie kica o imieniu Stworka. Tak, czarownice powinny mieć kota, ale żeby kot był przeciw swoim właścicielom? Zdarza się, jak ktoś ma za wiele szczęścia. Tak się składa, że Stworka miała duszę anioła, ale rogi na głowie i z takiej mieszanki, nie można było odczytać żadnego, pozytywnego zaklęcia, ani innego dobrego znaku dla wiedźm.

 

 

Stworka, siadła sobie raz nad grubą, zakurzoną księgą i zaczęła czytać na temat przedmiotów zgromadzonych na półkach regału w pokoju jej pani Mamuśki od Patrycji, Marty i Ewy. Z tego wszystkiego, okazało się, że figurka złotego orła, kocie berło, a nawet niewinny, złoty naszyjnik z wizerunkiem kwiatu paproci to śmiertelnie niebezpieczne artefakty. Ponoć powodują one, zmianę osobowości maga i prowadzą do radioaktywnego skażenia. Fakt, że za ich pomocą, można niszczyć i tworzyć planety, galaktyki i jeszcze inne ciała niebieskie, nie wykluczając czarnych dziur, był dla Stworki jakimś, małym plusikiem! Natomiast efekty uboczne tej kuracji zła, były na tyle przerażające, że dziwna kicia postanowiła, pozbyć się siedmiu, magicznych drobiazgów, gdy tylko nadarzy się odpowiednia okazja. Gdy tak sobie Stworka, czytała tę księgę w blasku świec, podeszła do niej starsza, wysoka czarownica o długich, kruczoczarnych włosach z białym pasmem koło uszu.

 

Żeby sprawa była jasna, wiedźma mimo tysiąca lat, posiadała wygląd trzydziestolatki. Zresztą ten fenomen urody, dotyczy wszystkich, kosmicznych czarownic. Tak samo jest z kwestią długowieczności. Trzeba mieć pecha, mieszkając na Czarnej Planecie, aby mieć wygląd słynnej, ziemskiej baby Jagi w postaci staruszki z wielką ilością zmarszczek i kurzajek na nosie, nie mówiąc już o chorobach stawów.

 

Te czarownice i czarownicy, nie dość, że wiecznie młodzi, piękni (przeważnie z delikatnymi nosami, nie szpecącymi urody), szczupli, wysportowani to jeszcze oczywiście znają się na magii. Piękna acz zła kobieta spojrzała na rogatą kicię, swymi, czarnymi, wielkimi oczyma o długich rzęsach i krzaczastych brwiach.

 

Mamuśka ubrana była w czerwoną, długą suknię, z białym kołnierzem i podwiniętymi, białymi mankietami czerwonych rękawów z czarnymi guzikami. Wiedźma miała też takie diabelskie buciki na obcasie od Prady. Jędza nie potrafiła nadziwić się, że jej zwierzę lubi czytać. Na jej delikatnej twarzy bez ani jednej zmarszczki, pojawił się szeroki śmiech. Stworka podniosła się ze swojego posłania, wielkiej bordowej poduszki ze złotymi frędzlami i zapytała:

Pani chce władać Wszechświatem?

Tak! – odpowiedziała czarownica, sięgając równocześnie po czerwoną szminkę do ust – Zdziwiona? Wiesz Stworko, posiadając te artefakty, będę Panią Życia i Śmierci!

W tym momencie, podbiegły do Mamuśki, trzy małe, nieco słodkie dziewczynki, Patrycja, Marta i Ewa. Rozradowane, przyszłe Władczynie Ciemności, zgodnie wykrzyknęły:

- My też chcemy rządzić Wszechświatem!

 

Czarownice

 

Po tych słowach, dzieci wybiegły z pokoju starszej czarownicy. Pierwsza była Patrycja, ubrana w czerwoną sukienkę z białym kołnierzykiem i mankietami czerwonych rękawów oraz okrągły, w tej samej barwie kapelusik. Pati miała długie, proste, szatynowe włosy z grzywką, opadającą na czoło i piwne oczy. Za nią pobiegła, zawsze wesoła Marta, lubiąca zieleń i kwiaty, a zwłaszcza róże. Marta w szacie z zielenią i bielą kołnierzyka oraz mankietów od rękawów z czarnymi guzikami, miała brązowy kapelusz i kwiat różany dla ozdoby. Co ciekawe, nawet będąc dzieckiem miała siwą grzywkę, a resztę krótkich do włosów typu szatynka. Oczy piwne, tak jak u najstarszej siostry. Ostatnia w wyliczance była Ewa, długowłosa blondynka o lekko kręcących się końcówkach swej czupryny i o niebieskich oczach. Jak na blondi wypadło, dziewczynka ubrała się na różowo, w prostą, jedwabną sukienkę z białymi dodatkami kołnierzyka, mankietów od rękawów z czarnymi guzikami i na dodatek w białe buty sportowe. O właśnie, takie buty miała też Marta. Dla odmiany, Patrycja preferowała od dziecka szpilki na wysokim obcasie! Gdyby też mogła, zaczęłaby nadużywać czerwonej szminki do ust, jak własna mama. Bez obawy – w dalszej części tej opowieści, Pati bez makijażu, nie będzie czuć się sobą.

 

Trzy siostry, były do siebie bardzo podobne. Wszystkie miały okrągłe buzie z lekko szpiczastymi podbródkami i małe drobne noski, ozdobione wielkimi oczyma z długimi rzęsami i delikatne brwi. Trzy nawet wysokie jak na swój wiek dziewczynki, wyglądały jak słodkie, porcelanowe lalki o miłym usposobieniu. Może tylko Pati, miała od urodzenia ten typowy charakterek wiedźmy. Była piękna na zewnątrz, a zła w środku. Jednakże jej sceptycyzm, nie brał się z znikąd. W końcu dzieci naśladują dorosłych.

 

Gdy tylko Mamuśka zechciała rzucić na kogoś jakąś klątwę, a dzieci czarownicy, poszły do przedszkola, Stworka cichaczem wyniosła z domu wielki wór na kartofle. Wrzuciła do środka dziwne skarby od pierwszego do ostatniego i pobiegła gdzieś przez siebie. Szybko zorientowała się, że nie ma takiego miejsca na Czarnej Planecie, gdzie można zachomikować te przekleństwa. Jedynie co z tego wyszło to fakt, że skacząc z jednego meteoru na inny, oddalając się coraz bardziej od domu, o mały włos nie pogubiłaby tych siedmiu skarbów. Gdy tak po raz setny, pakowała je wszystkie do wora, dotarło do niej, iż warto ten wór jakoś zabezpieczyć, aby nie trzeba było, co rusz zbierać tej, magicznej zawartości. Stworka znalazła jakąś tasiemkę, obwiązała nią worek (bo akurat tak się składa, że w tym, magicznym świecie, zamki błyskawiczne nie za bardzo działają) i mrucząc coś o tym, „że dzieci nie powinny mieszać się w politykę”, skoczyła na największy meteor, jaki kiedykolwiek widziała. W tym samym momencie, gdzieś za błyskami gwiazd, zobaczyła planetę, która była oddalona, tak co najmniej miliardy miliardów świetlnych danych, jakie nawet komputery nie rozpoznają. Tą planetą była Ziemia i akurat nikt nie zwracał specjalnie uwagi na to miejsce, do czasu gdy te wielkie, niebieskie, kocie ślepka, wpatrzyły się w ten dziwny punkt.

 

Pech tak chciał, że jedno z dzieci potężnej Mamuśki, wcześniej wróciło z przedszkola i zobaczyło, co robi Stworka. Jak skacze z jednego meteoru na inny wybierając się w podróż w nieznanym kierunku. Marta, bo o niej mowa, wsiadła na swoją miotełkę i pofrunęła za Stworką. Niestety, w tym samym kierunku leciała też i Mamuśka. Nie tracąc czasu, czarownica w sekundzie wyprzedziła córkę i rzuciła się w pogoń za Stworką. Wściekła wiedźma, szybko zorientowała się, co zamierza uczynić kotka i nie chcąc jej na to pozwolić, zaczęła rzucać w kierunku kici, jakieś mroczne zaklęcia.

Stworka, oddaj moje skarby! Władza nad Wszechświatem, nie jest dla zwierząt! - krzyknęła czarownica, podnosząc dłoń w stronę pasiastej kotki z rogami. 

 

Marta i Stworka

 

Racja! Nie wspomniałam, jak dokładnie wyglądała Stworka! Kotka jak już parę razy rzekłam, miała rogi. Takie małe, okrągłe. Na tych brązowych rogach, widniały niebieskie pręgi. Ogólnie, rzecz ujmując Stworka była biała w brązowe prążki, które miała na łapkach, na plecach i ogonie. Koniec ogona i uszy, były w barwie brązu, nieco ciemniejszego od progów, a w środku różowe. Wspomniane już wcześniej oczka te kocie ślepka, miała wyraziste, otoczone ciemną obwódką, coś na kształt tuszu i delikatne brwi. Kocie oczy Stworki były jasnoniebieskie, a same tęczówki ciemnoniebieskie, zaś źrenice czarne. Kicia miała też długie wąsy, delikatny pyszczek z trójkątnym, czarnym noskiem i włosy czuciowe, nad oczyma, wyglądające jak wielkie rzęsy, tak charakterystyczne dla całej, kociej rodziny. Magiczna kotka posiadała też i czarne błyszczące, pazurki, których nigdy nie musiała ostrzyć.

 

Mruczka wpadła po uszy. Jedna z mrocznych kul, jakimi rzucała Mamuśka, uderzyła w kotkę. Po chwili meteor, na którym stała kicia, rozpadł się jak stłuczone lustro na miliony kamiennych, ale ostrych jak sztylety kawałków, strącając tym samym Stworkę w otchłań. Marta nie potrafiła spokojnie patrzeć, jak jej ulubione zwierzątko cierpi, tworząc ostatkiem sił wokół siebie błękitna barierę, nie pozwalającą na to, aby spadające głazy mogły ją skrzywdzić. Nie zważając na kamienne przeszkody, mała czarownica w zielonej szacie, rzuciła się na ratunek swej pupilce. Niestety, na próżno. Po chwili, Marta spostrzegła, iż znalazła się na jakieś pustyni, otoczonej dookoła spalonymi meteorami. Dziewczynka zaczęła szukać kosmicznej kotki, przelatując pomiędzy ostatnimi, spadającymi meteorami.

 – Stworko, gdzie jesteś? - zapytała Marta, oczekując odpowiedzi.

Nagle z ciemności skał i tumanów kurzu zaczęło wyłaniać się błękitne światło, odsłaniając dziwną postać z rogami. Dziewczynka z przejęciem spoglądnęła na leżącą na wielkim głazie Stworkę. Młoda wiedźma, nie wiedziała, co powinna teraz uczynić. Stałą bez ruchu, zadzierając wzrok ku górze. Po raz pierwszy była na Ziemi. Mała czarownica jeszcze przed chwilą widziała jak Stworka spada w bezkresną przepaść, a wraz z nią, worek z siedmioma skarbami. W pewnej chwili z worka zaczęły wylatywać artefakty: kocie berło, naszyjnik z kwiatem, jakiś pergamin z zaklęciami, błękitny brylant, złote pióro, cegła i figurka orzełeka. Na próżno Mamuśka, próbowała złapać owe przedmioty, które tak szybko jak się pojawiły, znikły z jej pola widzenia, spadając w nieznane zakątki Błękitnej Planety. W uszach Marty, jeszcze dość długo, brzmiały, gniewne słowa Mamuśki, która mając na wyciągnięcie dłoni, jeden ze swoich skarbów, nie mogła dotknąć spadającego zwoju z zaklęciami, w przyszłości nazwanego przez Ziemian „księgą Artemidy”:

Moje, magiczne przedmioty!

Stworka i Marta - scena z komiksu

Ostatkiem swych sił, Stworka podniosła się z wielkiego głazu i zaczęła przyglądać się zakłopotanej Marcie. Kotka, z na wpół otwartymi ślepkami w pierwszej kolejności, odpowiedziała na pytanie małej wiedźmy, a potem dorzuciła resztę wniosków od siebie:

Jestem tutaj na tym, ziemskim pustkowiu... – szepnęła Stworka – Jaki ten dzień jest smutny...

Stworka! – Marta podbiegła do kotki, wykrzykując jej imię.

Te skarby są złe! Czynią ludzi okrutnymi istotami! Moja przyjaciółko, musisz zniszczyć te skarby! Zaraz, czy ty, mała czarownico, jesteś moją przyjaciółką? – niepewnie wyszeptała Stworka.

Mała Marta, nie wiedziała, co odpowiedzieć, odwróciła się tylko plecami od zagniewanej kotki. Dziewczynka była smutna, zacisnęła zęby w gniewie, podniosła dłoń do góry, tak jakby chciała coś pochwycić. W momencie po niebie zaczęły mknąć dziwne, świecące bańki mydlane. To był prezent od tej, ledwo żywej Stworki dla biednej Marty w rodzaju podarunku jej, magicznych umiejętności.

Nie wiem. Dlaczego ja? – -zapytała Marta.

Bo taki jest scenariusz! Ja już nie dam rady! – odpowiedziała Stworka

i skoczyła w drobne objęcia małej czarownicy, patrząc przyszłej Władczyni Ciemności, prosto w oczy:

Masz moją moc! Bierz się do roboty... Przyjaciele z przyszłości... Pomogą Ci! Jeden błysk i grzmot, ziemia zatrzęsła się pod nogami Marty, a fala błękitnego światła, uniosła dziewczynkę w górę. Od tej chwili Stworka, stała się już tylko wspomnieniem. Nikt poza Martą, nie wiedział, co się właściwie stało z pasiastą rogatą. Nawet Mamuśka, która przyczyniła się do śmierci magicznej kotki, nie wiedziała, jakie konsekwencje będzie miał jej czyn... Nic zatem dziwnego, że każdy powrót na Błękitną Planetę, był dobrą okazją do strojenia sobie żartów z Marty:

I po co tyle krzyku... Jakby ktoś umarł?! – zaczęła swoją tyradę mała Patrycja, nie dowierzając za każdym razem słowom Marty.

Pardon, sorry, przepraszam! – wykrzywiła się w grymasie Marta. Miała już tego pomału dość. Głupie zaczepki Patrycji, zaczęły w końcu, nie odpowiadać blondynce Ewie. Wrażliwa blondi, zawsze biegła z płaczem do Mamuśki.

NARRATOR!!! – szlocha Ewa, zacząwszy mówić przez łzy – Przejdź szybko do innego wątku! Ten, nie jest na moje nerwy!

Ewciu, nie rób tu scen! – zaśmiała się Pati, na widok zapłakanej siostry.

Pati, nie masz za grosik uczuć! – wybąkała blondynka.

Co ty powiesz blondi, nasza Pati... ma to po mamie! – dodała Marta, chowając się w cieniu. W oddali, Mamuśka, spacerując sobie po pustyni, na daremno szukała śladów Stworki. Pozostało starszej wiedźmie, przyglądać się rozmowom swoich córek i wyciągnąć z tej konwersacji, jakieś wnioski.

 

Kocia klątwa

 

I na razie tyle w tym odcinku, za tydzień odwiedzimy antyczny Egipt. Zachęcam do czytania i pisania komentarzy. :) Jeśli Chcecie dowiedzieć się, co było dalej... 

« powrót

Dodaj nowy komentarz