ABC Arte Blog 

Wyszukiwarka


Stronka zawierająca masę przemyśleń 
Justy z zakresu:

- anime... bo lubię!
- manga... bo lubię! 
- komiks... bo rysuje!
- literatura... bo piszę!
- projekty własne... bo szukam mecenasów!
- refleksje... bo czasem mnie coś nachodzi!
- to co mnie denerwuje... samo przez się! 
- czym jest sztuka... filozofia jeszcze nikogo nie zabiła!
- dlaczego ABC ARTE?
- bo to jest istotne?
I gdzie indziej miałabym publikować
swoje spostrzeżenia?! 

Kliknj... na skróty po więcej informacji! 


TV ABC ARTE dla Magazynu KYAA! cz. 7

2017-08-25 17:33:27, komentarzy: 0

TV ABC ARTE dla Magazynu KYAA! cz. 7

 

Skąd się wzięły te postaci czyli o tym, jak, napisać animację.

Kolejne tajne akta od Justy...

 

Przed nami kolejne spotkanie w kąciku TV ABC ARTE. Tym razem zajmiemy się samym początkiem tworzenia animacji i to jeszcze z perspektywy lekcji języka polskiego. W sumie czy ja przypadkiem nie powinnam napisać „z perspektywy zajęć plastyki” o ile pani od rysunku nie patrzy nam w notatki? Nie pomyliłam się, tu chodzi o zajęcia z języka ojczystego, a konkretnie o ten etap, polegający na wypisywaniu punkt po punkcie planu wydarzeń, który z reguły miał miejsce przy opracowywaniu lektur szkolnych. Bez paniki, postaram się aby nasz wywód nie był nudny, a tym bardziej nie mam zamiaru zniechęcać Was od czytelnictwa. Dziś pora na wesołe opowiadanie, o tym jak pewne zagadnienia ze szkolnej ławki, mogą nam przydać się w pracy animatora – amatora. Od razu zastrzegam, że zabawa w lingwistycznie malowane, może być pełna inspiracji. Zatem do dzieła!

 

KROK 1...

 

W życiu człowiek powinien sobie ułatwiać, a nie utrudniać. I o tym dziś postaram się Wam opowiedzieć na przykładach wzorców – samouczków, po jakie świadomie lub nieświadomie możemy sięgnąć na lekcji języka polskiego. Po pierwsze tak zwana „drabinka”… czyli po prostu plan wydarzeń. Przypomnijcie sobie, jak wyglądało opisywanie zalążków akcji jakiegoś utworu ze szkolnego kanonu, albo wymyślmy coś całkiem nowego, przykładowo oto krótki szkic do animacji o przygodach... bardzo zapominalskiego typa o rudej sierści:

1. Znalezienie przez staruszkę złodziejskich kociaków w koszyczku.

2. Awantura w sklepie o mleko dla kociaków.

3. Ucieczka z kartonem mleka przez Rudego i jego gang kociaków.

4. Samochodowy pościg za kocim gangiem przez ptasią policję.

5. Stłuczka w centrum miasta.

6. Ucieczka Rudego z mlekiem z miejsca wypadku.

7. Utrata pamięci przez Rudego.

8. Rudy kocur zostaje… mleczarzem!

 

I tak dalej i tak dalej. Oczywiście do ramowego planu akcji naszego utworu (powoli wyłaniającego się z mgły wystrzałowych pomysłów!), można dodawać podpunkty precyzujące szkic. Ważne aby punk 1 wiązał się z punktem 2 czyli z kolejnym szczeblem drabinki, znanej również jako skaletka. Gdy już mamy opracowane szczebelki – podpunkty, można je rozpisywać w formie pół-stronicowych form literackich, ale nie koniecznie uzupełnianych o dialogi bohaterów. Takie nasze szkice, stopniowo zaczną przybierać formę streszczenia naszego projektu, a co za tym idzie informacji dla potencjalnych producentów o czym mniej więcej ma być ta animacja, z jakiego gatunku i do kogo, co w przypadku anime ma spore znaczenie.

 

Uwaga… ostateczna wersja streszczenia filmu skierowana dla producenta zwie się synopsisem (jest to forma pisemna powstała na podstawie właściwego scenariusza, o którym opowiem w następnym kroku), ale na razie skupmy się na opowiadaniach, które dopiero co mają stać się klasycznym scenariuszem. Zdaję sobie sprawę, że terminologia w tym odcinku TV ABC ARTE może przeszkadzać i przyprawiać o zawrót głowy, ale z robieniem animacji jest jak wycieczką do lasu, tym dalej idziemy, tym więcej… wegetacji roślinnej, która wybuchła nad wyraz bujnie w tym roku, cytując młodego Adasia Miauczyńskiego z filmu Nic śmiesznego w reżyserii Marka Koterskiego.

Jeśli dalej poszukamy w słowniku pojęć filmowych to dowiemy się, że nasza dotychczasowa forma wypowiedzi (nieco przypominająca streszczenie z opracowań lektur!), pisana przeważnie w czasie teraźniejszym zaczynie być draftem czyli pierwszym szkicem scenariusza. Warto jednak wspomnieć, że według Marka Hendrykowskiego draft i drabinka to nie jedyne nietypowe odmiany scenariusza. Jeśli cenimy sobie, dodawanie do naszego pierwszego do edycji streszczenia zarysów wyglądu postaci, bawienia się wieloznacznym słownictwem, a jeszcze okrutnie kusi nas dorzucanie poetyckiego narratora i dialogów, to najprawdopodobniej właśnie wykombinowaliśmy… nowelę filmową! Taka nowelka byłą najbardziej literackim scenariuszem, które były podrzucane przez pisarzy, zwłaszcza na początkach epoki kina… aby nieco uszlachetnić ten dziwny teatr cieni!

 

W ten oto sposób, dochodzimy do wniosku, że pisanie animacji polega na rozbudowywaniu krótkich, wręcz newsowych treści w takie coraz bardziej szczegółowe, ale należy pamiętać, aby przy każdej modyfikacji opowiadań, zmieniać treść zaszkicowanej obok na kartce drabinki (szkolnego planu ramowego wydarzeń, który graficznie też może nawiązywać do szczebelek od drabiny), aby łatwiej poruszać się po wykreowanym przez siebie świecie i nie poplątać własnych reguł… wiedzą to najlepiej autorzy takich komiksiarskich tasiemców jak: Naruto, Bleach czy One Piece, którzy zanim przystąpili do rysowania swych mang też je rozpisywali na przeróżne spisy treści. Podejrzewam, że one wyglądały nieco fajniej niż nasze wypociny alfabetem łacińskim… ale zawsze można zapisać się na kurs kaligrafii, aby nieco dodać sobie pewności siebie, ale i tak w fazie finalnej nie liczy się jakość naszego pisma, a bardziej sens i to, co… autor miał na myśli! Chociaż akurat zgadywanie co Adam Mickiewicz miałana myśli pisząc Pana Tadeusza to była według mnie najmniej satysfakcjonująca nauka z języka polskiego.


KROK 2…

 

Praca nad fabułą nie kończy się wyłącznie na literackich opowiadaniach scenarzysty, a raczej dopiero nabierze właściwego kształtu gdy nasze wypociny przybierają nieco inną formę zapisu, spotykaną również na lekcji języka polskiego, przy okazji omawiania przygód greczynki Antygony. Oczywiście, mowa tutaj o sztuce teatralnej, która dzieli się na akty, sceny, dialogi, a w odpowiednich miejscach uzupełniana jest o przypisy – didaskalia czyli niezbędne informacje o otoczeniu postaci. Jeśli z klasycznej sztuki teatralnej wywalimy chór, a dorzucimy kilka nowinek technicznych to otrzymamy… właściwy scenariusz, który podobnie jak dzieła pana Sofoklesa muszą mieć początek, rozwinięcie i koniec! I jeszcze te dialogi kreowane przez autora – albo wręcz przez osobę wydelegowaną do tego zadania, zwaną dialogistą, ale my na potrzeby naszego projektu, uznajmy, że scenarzysta jest reżyserem i niepodzielnie rządzi nad kartką papieru. Takim autorem – jest z pewnością Vanitachi, która na łamach Kyaa! pisała na temat konstruowania fabuł, więc pozwolę sobie nie papugować po redakcyjnej koleżance. Od siebie dorzucę tylko, że na potrzeby animacji, nasz scenariusz o ile nie ląduje na biurku innych animatorów, wkrótce przybierze formę scenopisu obrazkowego czyli przerysowania naszej lekko zmodyfikowanej sztuki teatralnej na poszczególne obrazki, ukazujące bohaterów w akcji.

 

W tym momencie, na nasze potrzeby teoretyczne wystarczyłoby powiedzieć, że powinniśmy wykonać komiks... o przygodach Antygony. Jednak jest mała krnąbrna bestia w tym rozważaniu ukryta (tak, diabeł tkwi w szczególikach!), bo taki „komiks” rozumiany jako scenorys (ang. storyboard) z reguły nie ma dymków w kadrze, a dialogi i ewentualne uwagi, znajdują się pod kadrami - obrazkami. W rysunkowym szkicu scenariusza, chodzi przede wszystkim o wyjaśnienie animatorom lub operatorowi kamery, jak ma wizualnie wyglądać film. W przypadku animacji kluczowe sceny rysowane są jak najprościej, ponieważ to właściwi autorzy postaci mają zadbać o ich urok osobisty czyli detale i umieścić je na ostatecznych wersjach stopklatek. To są nadal … tylko szkice, ale i tak roboty pełno! Na dodatek zadaniem rysowników – filmowców jest dopracowywanie klatek pośrednich, pomiędzy ukazanymi kluczowymi ujęciami na storyboardzie, tak aby w efekcie otrzymać płynny ruch kamery na planie i oczywiście zaanimowanych bohaterów.


Koziołek Matołek

 

Przygody koziołka Matołka autorstwa Kornela Makuszyńskiego i Mariana Walentynowicza, określane mianem przodka polskiego komiksu… są wspaniałym przykładem typowego, barwnego storyboardu, wydanego w formie książeczek! Sami zobaczcie! Chyba, że zadamy odwieczne pytanie: co było pierwsze komiks czy film? W sumie, niby komiks, ale komiks formalnie stał się sztuką później niż kino. Dobrze, nie wchodźmy już w te światopoglądowe dyskusje… Przejdźmy zatem do praktyki…

 

 

KROK 3…

 

Jak najłatwiej zabrać się za drabinkę, nowelę, a następnie sztukę teatralną (scenariusz) i scenopis? Proponuję taką zabawę, aby można było sobie popisać i porysować, rzecz jasna. Znajdźcie trzy, losowe fotografie w sieci, fabularnie nie związane ze sobą (na przykład: pies, płonąca cukiernia, wyścigi samochodowe) i na ich podstawie wymyślmy opisane wcześniej robocze zapiski fabuł. Zadanie może być skomplikowane, więc warto dorysować trzy scenki, które będą łączyły ze sobą w ciąg przyczynowo – skutkowy wyłowione z sieci fotki. O na przykład… meteor wyczarowany przez psa uderza w cukiernię, a zwierz zmyka super szybkim autem. I co dalej? Horror, komedia a może... yakuza movie? Kwestia gatunków, to też podstawowa wiedza wyniesiona z lekcji języka polskiego. Przypomnijmy sobie te wszystkie toposy z literackiej klasyki, będące dobrymi wzorami dla debiutujących twórców fabuł, potem dorzućmy egzotycznych… wiecie te gotyckie lolity, kocie demony, po… homoseksualistów?!

 

I jeszcze jedno zadanie dla odważnych: wylosujcie 7 przykładowych słów i na ich podstawie ułóżcie zarys komiksu/ animacji. W tej sytuacji mogłabym podawać jeszcze inne zagadki, ale może już za wiele?

 

Dobrze, jeszcze jedna zagwozdka. Spróbujcie na podstawie kadru - ilustracji z tego anime, odtworzyć co tam się działo w formie drabinki. Wybaczcie obrazek… wiecie, że jestem… KOCIARA! … a przy okazji to niezła pointa … dla naszych rozważań?!


Mikan Enikki

 

I tyle ode mnie, tradycyjnie bierzcie kredki i pisaki w dłoń… i widzimy się na łamach kolejnego magazynu Kyaa! I nie zapomnijcie również o długopisach do pisania scenariuszy, zwanych też krótkopisami, bo ledwo starczają na zapisanie filmowych nowelek, a nie mówiąc już na ostatecznej wersji streszczenia filmu, po wykonaniu właściwego scenariusza – rozumianej na potrzeby naszego kącika jako papierowej wersji sztuki teatralnej. Następnym razem, może znów powrócimy stricte do rysowania? Czekam na Wasze podpowiedzi!

 

Justyna „Justa” Margielewska 

« powrót

Dodaj nowy komentarz


Krótka historia wpisów na blogu... 


Created by ABC Arte 2019 :)