ABC Arte Blog 

Wyszukiwarka


Stronka zawierająca masę przemyśleń 
Justy z zakresu:

- anime... bo lubię!
- manga... bo lubię! 
- komiks... bo rysuje!
- literatura... bo piszę!
- projekty własne... bo szukam mecenasów!
- refleksje... bo czasem mnie coś nachodzi!
- to co mnie denerwuje... samo przez się! 
- czym jest sztuka... filozofia jeszcze nikogo nie zabiła!
- dlaczego ABC ARTE?
- bo to jest istotne?
I gdzie indziej miałabym publikować
swoje spostrzeżenia?! 

Kliknj... na skróty po więcej informacji! 


TV ABC ARTE dla Magazynu KYAA! cz. 11

2018-05-01 18:22:01, komentarzy: 0

Historia twojego bohatera… to opowieść o samym sobie.

 

W jedenastej odsłonie kącika TV ABC Arte czas przyjrzeć się nieco bliżej postaciom jakie wymyślamy do naszych dziełek (komiksów, animacji, opowiadań), lub bohaterom, którym się inspirujemy. Ten tytuł 11 części TV ABC ARTE nie jest primaaprilisowym żartem. Istotnie w każdej stwarzanej przez siebie postaci… zamieszczamy cząstkę swojego ja. I nie koniecznie robimy to świadomie.

 

Zanim zacznę opowiadać o cechach postaci, jakie wrzucamy sobie do własnych fabuł, przypomnijmy sobie klasykę z malarstwa, a mianowicie dzieła Jana Matejki. Ten malarz specjalizujący się w portretowaniu naszych dziejów, tak ku pokrzepieniu serc znalezionych się pod zaborami rodaków, przedstawił siebie jako Stańczyka. Stańczyk jak powszechnie wiadomo był słynnym, krakowskim błaznem, który z reguły stał w kącie i przyglądał się losom upadającej Rzeczypospolitej. Bohater ten otrzymał twarz Jana Matejki i sam malarz przyznawał się, że to był jego świadomy autoportret. Poza wyglądem ów malarski Stańczyk zdawał się przypominać Matejkę z powodu swoich zainteresowań. Obaj panowie byli artystami (może błazen był bardziej politykiem, ale jednak ze sztuką miał coś do czynienia, załójmy, że w dzisiejszych czasach byłby wziętym satyrykiem lub youtuberem o bardzo ostrym dowcipie), a sam Jan Matejko również nie tworzył dzieł w oderwaniu do problemów zniewolonej Polski. Matejko podobnie jak wspomniany bohater z płócien, przypominał Stasia Gąskę z powodu swojego postępowania. Obaj panowie byli patriotami, wyraźnie zatroskanymi o los swojego kraju. Gdyby Matejko widział podobieństwa do swoich przeżyć w biografiach innych postaci historycznych, namalowałby siebie jako monarchę, pazia albo… krzyżaka! Spokojnie… Matejo nie był Niemcem. I na razie tyle z dawnych dziejów. Podsumowując, jeśli chcemy przedstawić siebie w komisach, zazwyczaj portretujemy się jako typ postaci, z którą się przeważnie zgadzamy, albo którą chcielibyśmy być. Z biegiem czasu, gdy już wkręcimy się w kilka fabuł, zaczynamy dostrzegać, że pewne osoby z naszych prac są rozpoznawalne jako my sami przez czytelników naszych prac.

 

Jan Matejko doskonale zdawał sobie sprawę z tego procesu, że mianowicie niektóre postacie z jego dzieł będą odczytywane jako jego sobowtóry lub wrogowie słynnego malarza. Gdy bliżej przyjrzymy się pracom słynnego krakowiaka zaczniemy się zastanawiać czy na twarzach oprawców z historii Polskich nie było znać podobieństw do współczesnych Matejce portretów przedstawicieli władzy trzech zaborców. Gdy dalej wgłębimy się w ten temat portretowania swoich postaci, zaczniemy buntować się przeciwko skojarzeniom nas z naszymi bohaterami, a ewentualnie (ku zaskoczeniu czytelnika, widza) zaczniemy ich mamić, że ten zły mafioso... to my.

 

Tylko, że ten gangster to na prawdę możemy być my sami. Dobrym przykładem niech będą sny. Ludziom niezbyt odważnym i niezbyt śmiałym, śni się ich postać jako superbohater podziwiany przez szare tłumy, a tym, którzy na co dzień są dobroduszni i mało asertywni, gdzieś zza ich powiekami jawi się ich osoba jako mafijny Ojciec Chrzestny, przed którym wszyscy klęczą. Marzena senne zdradzają nasze pragnienia, lęki i nadzieje i to samo my robimy, pisząc coś, rysując, albo komponując. I na razie tyle z teorii.

 

Teraz opowiem Wam coś na temat szkicowania historii bohatera na przykładzie moich postaci i mam nadzieję, że te kilka anegdotek podpowie Wam jak najskuteczniej przekonać swych fanów do waszej twórczości. Zapewne jeszcze o tym wspomnę w kolejnych częściach tego artykułu, ale jeśli chcecie stworzyć dobrą animację lub komiks… musicie być szczerzy! A teraz zapodam (mam nadzieję) ciekawe przykłady od Justy.

 

Kinga i Urszula

 

 

KROK 1…

 

Kinga to Justa. Kinga jeśli nie Wiecie to ta ruda w czerwonym dresie, której towarzyszy równie ruda rysica Urszula (zatrudniona na stanowisku logo kącika TV ABC ARTE). Dziewczyna widząca niezbyt dobrze, ale jakoś nie mająca kłopotów z odróżnianiem zjawisk paranormalnych, a na dodatek gadająca ze wszelkiej maści zwierzakami (od łagodnych po sadystów) oraz walcząca z kosmicznymi czarownicami to jedna z moich pierwszych postaci.

Bohaterka cechuje się jeszcze dziwną tendencją do stronienia od towarzystwa homo sapiens sapiens i chyba ma kompleks z powodu noszenia szkieł na nosie. Pomijając całą fabułę „Największego Skarbu Świata” część odbiorców moich pierwszych komiksów z 2000 roku, rozpoznała w Kindze mnie, ewentualnie postać wyraźnie inspirowaną Harrym Potterem, (to dotyczyło prac tworzonych pod koniec gimnazjum i w liceum, ponieważ pierwsze części tej fabuły powstały tuż przed polską premiera powieści K. J. Rowling).

 

Powróćmy jednak do moich przypadkowych podobieństw z Kingą. Ja nigdy nie chodziłam w jaskrawym dresie i nie jestem ruda, ale ta bohaterka z obserwacji ma ponoć podobną do mnie twarz i te… okulary! I tylko albo aż tyle wystarczyło do snucia teorii, że przypadkowa legendarna obrończyni świata przed złem to ja. Sęk w tym, że ja nie zamierzałam robić sobie komiksowego portretu, tak aby wszyscy od razu widzieli kto to taki (w końcu moje rysunki nie były i nadal nie są fotograficznie realistyczne jak dzieła pana Jana Matejki), ale fakt, że ta ruda posiada okulary (i oczywiście zna co najmniej z kilka określeń na te korekcyjne szkła takie jak: pinkle, orbitki, bryle...), niezbyt mały nos, ciemne oczy lub krzaczaste brwi wystarczył, abym dla moich odbiorców… to ja. Co ciekawe na studiach podyplomowych z arteterapii dowiedziałam się, że o podobieństwie naszej postaci do nas samych nie koniecznie decyduje celowe zamieszczenie cech wspólnych, ale nasz charakter wyraża się już w samej kresce i to nie do końca jest sprawa artystycznej edukacji, a bardziej naszych emocji i tego faktu, że cały świat postrzegamy przez pryzmat naszej osobowości.

 

Na jednym z ćwiczeń kazano studentom narysować połówkę własnej twarzy, a potem pozwolić osobie obok dokończyć nasz portret. Po wykonaniu ćwiczenia okazało się, że jakimś cudem dorysowana część portretu koleżanki była idealnie symetryczna (brakujące połówki oczu, ust, nosa znajdowały się na tej samej wysokości, pomimo, że ja nie widziałam wcześniej wykonywanego fragmentu portretu, ale gdy porównałam swój obrazekz pracą znajomej, okazywało się, że przedstawiona przeze mnie koleżanka ma bardzo wiele cech wspólnych z moim rysunkowym odpowiednikiem (podobna wielkość oczu, ust, kontury twarzy, ale obiektywnie rzecz ujmując to nie byłam już ja).

 

Podobny problem pojawił się na reszcie duetowych portretów (w tym co najmniej jedna osoba z artystów specjalizowała się w rysunku realistycznym, więc nie powinno tak być). Okazało się, że to nie była wina mniejszego talentu Justy, ale dowód występowania następującego zjawiska: gdy przyglądamy się komuś to i tak widzimy go przez pryzmat naszych emocji. Ludzkie oko to nie jest do końca jak pozbawiony uczuć aparat czy kamera. Innymi słowy, Stańczyk z obrazu Matejki jest Matejką, ale też ten zły Prusak to również nasz Matejko tylko w innej… życiowej sytuacji.

 

Wobec tego eksperymentu, te wszelkie dywagacje o stylu mangowym jakie czasem toczą się w sieci są bez sensu, nieprawdaż? Skoro o tym, czy nasze dzieło będzie uznaną w świecie za mangę lub anime, decydują... emocje. O masakra! Z drugiej strony praca „w stylu” w jakim się dobrze czujemy zdradza nasze szczere intencje z odbiorcami, a to jest fundamentalną sprawą w tej grze zwanej sztuką. Może, jakieś kolejne przykłady?


Bohaterowie Justy

 

KROK 2...

 

Nie tylko kwestia portretu bohatera. Po debiutanckim narysowaniu przygód Kingi (i nauczeniu się, że wszystkie gadatliwe typy w okularach Justą będą), zabrałam się za inne serie (Inspiracje, Zwariowany świat Jagody Kot i Pudełeczko Pełne Strachów). Ten ostatni tytuł z 2012 roku powstał jako scenariusz na konkurs komiksowy, zorganizowany przez jedno z rodzimych wydawców, popularyzujących dorobek polskich twórców mangi. Historia ta opiera się na fakcie, że nastolatka i jej najlepsza kumpela zamieniona w magicznego miśka przez królową Strzygę wpadają do tajemniczej krainy, zamieszkałej przez masę postaci z polskiego (albo szeroko rzecz ujmując słowiańskiego bestiariusza, takie nasze yōkai) i mają pewną misję do wykonania, bo w przeciwnym razie… ktoś tu marnie zginie. Na konkurs trzeba było wysłać scenariusz mangi, więc raczej opisowe wersje pomysłu, a nie koniecznie rysunki i to nadesłana jakość fabuły decydowała o ewentualnym sukcesie wydawniczym.

 

W tym przypadku pomyślałam, że już mam 50% szans na laury (wszak przeszkodą nie będzie mój „nie mangowy styl”), ale i tak pomysł się nie spodobał… bo akcja działa się w Polsce! Tak przynajmniej mnie poinformowała znajoma koleżanka, która od dawna z powodzeniem istniała w komiksowym światku i po przeczytaniu scenariusza dała mi z kilka rad: ta praca była zbyt pracochłonna dla rysowników i miejsce akcji… możliwe, że mało marketingowe z punktu widzenia wydawnictwa promującego komiksy w stylu azjatyckim. O tak ładnie to nazwijmy. Wybaczcie, że nie podam danych znajomej. Ale wierzcie mi, ona zna się na tym kawałku chlebka jakim jest… komiks. Z drugiej strony jak pomyślę o ewentualnej pracy zaangażowanych w ten konkurs rysowników… zastanawiam się co by było gdyby wzięli się za realizację animacji na podstawie najlepszego według nich scenariusza.

 

Nie mam oczywiście pretensji do tego wydawnictwa. I aby tego dowieść nie podaję nazwy, a wręcz ciesze się, że istnieje, bo w końcu ktoś musi stawiać na polskich twórców, więc po prostu… na mnie jeszcze może kiedyś przyjdzie czas. Jedynie co mnie zastanawia to ta preferowana kwesta miejsca akcji. To na prawdę ma znaczenie, czy wrzucimy swoich popaprańców w kosmos, czy do Japonii.

 

Na miejscu akcji można się łatwo wyłożyć. Po pierwsze, czy Polak zna realia życia w Japonii? Czy możemy opowiadać o uczuciach jakie targały samotnym samurajem, skoro u nas byli rycerze i co prawda feudalizm też kiedyś był, ale chyba nie taki sam? Oczywiście, Europejka ma prawo robić komiks o Japonii, ale ze swojego punktu widzenia (najlepszym dowodem trafności tej wizji jest barwny komiks Patrycji Kicyły pod tytułem „Sen o Japonii”… zauważony przez Japończyków) i to jest właśnie ta szczerość dająca szansę na sukces.

 

KROK 3…

 

Nawet kolor ma znaczenie. I jeszcze ostatnia dygresja. Tym razem zajmijmy się stricte animacją. W kąciku TV ABC ARTE opowiadałam Wam o animacji „Największy Skarb Świata: Nieoczekiwana Zmiana”. Film o przygodach rudej Kingi zakwalifikował się na 63 Festiwal OKFA im. prof. H. Kluby w Koninie. Jedną z najlepszych punktów tego wydarzenia jest możliwość usłyszenia opinii o swojej pracy przez zaproszone Jury. Jedna z opinii na temat mojej animacji, związana była z kolorami. Zwrócono mi uwagę, że bardzo lubię stosować wyraziste barwy i to na dodatek te raczej jasne, a to musi mieć jakiś związek z moim… wzrokiem! I niestety tak jest. Rzeczywiście bardziej zwracam uwagę na barwy ciepłe (możecie się o tym sami doskonale przekonać, przeglądając rożne odsłony kącika TV ABC ARTE). Raczej nie nadużywam koloru czarnego, nieprawdaż? Wiem, tak dla odmiany w tej części zamieszczam takie, a nie inne obrazki. Wybaczcie, te moje dziwne poczucie humoru, albo potraktujcie to jako ironiczny chichot od losu. Justa jest podła albo po prostu pokazuję Wam, że żaden artysta nie ucieknie przez własnym ja.

 

W takiej nie do końca barwnej sytuacji, pozostaje mi zachęcać Was do tradycyjnego dorwania kredek i pisaków w dłoń… i widzimy się na łamach kolejnego magazynu Kyaa!

 

I jeszcze jedno info ode mnie. Skończyłam pracę nad nową animacją pod tytułem „Kocie życzenie”. Te pracę, nie udostępniam jeszcze na You Tube, ale już wysyłam na pierwsze konkursy. Zobaczymy jak sobie poradzi ten film. Może w następnym kąciku TV ABC ARTE będę mogła napisać coś więcej o tym projekcie, o ile zakwalifikuje się na jakiś festiwal filmowy. Trzymajcie kciuki za trzy koty!

 

Justyna „Justa” Margielewska

« powrót

Dodaj nowy komentarz


Krótka historia wpisów na blogu... 


Created by ABC Arte 2019 :)