ABC Arte Blog 

Wyszukiwarka


Stronka zawierająca masę przemyśleń 
Justy z zakresu:

- anime... bo lubię!
- manga... bo lubię! 
- komiks... bo rysuje!
- literatura... bo piszę!
- projekty własne... bo szukam mecenasów!
- refleksje... bo czasem mnie coś nachodzi!
- to co mnie denerwuje... samo przez się! 
- czym jest sztuka... filozofia jeszcze nikogo nie zabiła!
- dlaczego ABC ARTE?
- bo to jest istotne?
I gdzie indziej miałabym publikować
swoje spostrzeżenia?! 

Kliknj... na skróty po więcej informacji! 


TV ABC ARTE dla Magazynu „KYAA!” cz. 14

2019-01-20 11:15:06, komentarzy: 0

Blaski i cienie publikowania filmów na You Tube.

 

Nie wiem, jak to jest, ale ostatnimi czasy strasznie dużo piszę o Internecie w naszym kąciku TV ABC ARTE. Mam nadzieję, że nie Macie nic przeciwko temu. Do napisania tego artykułu, zainspirowały mnie dobre i złe zmiany, jakie zachodzą w tym bardzo popularnym serwisie do udostępniania filmów, który niestety jest monopolistą… jeśli weźmiemy pod uwagę kwestię łatwości docierania do najszerszego grona odbiorców (oczywiście zupełnie to inaczej wygląda w Chinach, ale tam jest jakby to powiedzieli ludzie mądrzejsi ode mnie „tam jest komuna”). Zapewne już domyślacie się, że mowa o You Tube, który jak mi słusznie doradzono posiada swoją konkurencję (na przykład nasza wrzuta.pl), ale czy autorskie vlogi publikowane na wrzucie mają tyle samo widzów, co podobne treści na YT? Zatem, zastanówmy się przez chwilę nad plusami i minusami publikowania filmów na YT.

 

Logo ABC ARTE na YT

 

KROK 1...

 

You Tube nie lubi wszystkich!Na You Tube publikowane są filmy o przeróżnej tematyce, wrzucane do sieci przez właścicieli zróżnicowanych tematycznie kanałów – kont użytkowników serwisu. Ten fakt to „oczywista oczywistość”, ale czy Wiecie, że jedne filmy są promowane przez serwis, a inne wręcz banowane. Oczywiście, gdy kasowane są konta i filmy promujące negatywne treści to tylko należy bić brawo administratorom You Tube'a, jednakże mechanizm ten… mocno szwankuje.

 

Słyszałam o przypadku kanału wyspecjalizowanego w recenzowaniu sprzętu sportowego, a zwłaszcza rowerów i niestety użytkownik tego konta otrzymał bana za ciągłe powtarzanie w swych materiałach wideo słowa „pedał”. Rzecz jasna była tam mowa tylko o pedałach.… od rowerów.

 

Innym problemem jest utrudnianie życia twórcom, którzy lubią się wypowiadać na kontrowersyjne, niepopularne i niepoprawne politycznie tematy, rzecz jasna czyniąc to w sposób kulturalny (mam tutaj na myśli wypowiadanie się o ostatnich, nie tylko dyplomatycznych, problemach na linii Polska – USA – Izrael, albo o tych biednych, syryjskich dzieciach, które w rzeczywistości okazały się dorosłymi mężczyznami o sprawności fizycznej niczym jak u amerykańskich żołnierzach, którzy ostatnimi czasy… tak licznie przybywają do Polski).

 

Mówiąc o adminach YT, mam przede wszystkim na myśli stosowany przez nich kod wyłapujący takie słowa jak: II wojna światowa, terroryści, ISIS, czy wspomniany powyżej homoseksualista oraz masę innych wyrażeń nie koniecznie o zabarwieniu negatywnym (Facebook również stosuje taką cenzurę, a jednym z banowanych słów w tymże portalu są określenia sugerujące niepełnosprawność).

 

Wyobraźcie sobie, że w dobrej wierze opublikowaliście na FB taki post: „Od dziecka mam niedorozwinięte kończyny górne i zbieram środki finansowe na kupno nowych protez ręki, aby nie mieć już kikutów”. I zamiast nowej dłoni… otrzymacie bana. Tak działa cenzura – zamiast wyłapywać złych społecznie materiałów, wyłapuje słowa bez rozumienia kontekstu.

 

W sytuacji twórców filmowych, którzy pragnęliby robić kino offowe na You Tube, czy za pośrednictwem Facebooka (na którym zwykle publikuje się linki do YT) pozostaje bawić się w słownikowych ryzykantów. Możliwe, że nie byłoby tak źle, gdyby serwisu nie przejęło Google, a co za tym idzie monopolista w kwestii dostarczania informacji.

 

You Tube nagradza materiały lekkie (słodkie, miauczące kotki, nyaa!), a także promujące wartości niekoniecznie polecane dla małych dzieci (zjawisko patostreamerów, szczerze nie polecam, w ten sposób zdobywać popularności na You Tube). O wiele lepiej już być jak Max Kolonko - „mówić jak jest” i czasem z tego powodu nie otrzymać pieniędzy za tworzone przez siebie treści. W tym przypadku warto wspomnieć, że filmy, które „nie podobają się YT za polityczne treści, a mają włączoną opcję zarabiania zmieniają swój status (symbol zielonego dolara – oznaczony jako przyzwolenie na finansowe wsparcie dla twórcy zmienia się w żółtą grafikę, wskazującą na ograniczenia zarabiania na tym konkretnym materiale, a jeśli dolar zostanie przekreślony, twórca nie otrzyma ani grosza za swoją pracę).

 

Dla pocieszenia, muszę odnotować, że na YT dobrą opinię (z punktu widzenia subskrybentów, a nie koniecznie adminów) posiadają kanały o ciekawej, autorskiej tematyce, które zyskują w statystykach serwisu dzięki aktywności widzów (łapki w górę, komentarze, udostępnianie dalej ulubionych klipów).

 

Wobec tych problemów z serwisem, małym kanałom początkujących twórców zaleca się przede wszystkim systematyczną, długotrwałą pracę, niż włączanie reklam i liczyć na kokosy. Oczywiście, gdy już zyskamy sympatię, możemy poinformować widzów o naszej chęci dalszego rozwijania kanału, co będzie skutkowało z pojawieniem się sporadycznych reklam w trakcie trwania naszych vlogów, czy animacji.

 

Jeśli już mowa o kanałach tematycznych, to ja polecam Wam następujących twórców: Na Gałęzi, Olsikowa, Sami, Polimaty, Fundacja Wygrajmy Razem, Mówiąc inaczej, Turpat, Fuzionek, Buki, Studio Accantus, Historia bez cenzury, Oścista Ryba, Na Chemii, DisneyLady, Catus Geekus, Marta Tarasiuk, Sfilmowani, SE-MA-FOR TV, SPInkafilmstudio, czy Wideoprezentacje. Może, któryś z wymienionych przeze mnie twórców zainspiruje Was do twórczego działania, albo przynajmniej poprawią Wam humor.

 

Oczywiście poza świadomością „tematów niepopularnych” tworzenie z myślą o udostępnianiu swych prac na You Tube, daje wciąż sporo korzyści. Materiały łatwiej znaleźć w wyszukiwarce – wszak jej właściciel ma własny kanał na YT.

 

Serwis z racji faktu bycia „uniwersalnymi odtwarzaczami wideo” jest również doskonałym narzędziem, uatrakcyjnianym nasze strony www. Zamiast wgrywać na własny serwer film, wystarczy opublikować go w You Tube i zamieścić jako link na swojej www.

 

KROK 2...

 

Przeklęte niebieskie, albo… brońcie się od czerwonych znaczków z literą C czyli prawa autorskie według You Tube! You Tube chce uchodzić za serwis przestrzegający praw autorskich. W tym celu autorzy strony wymyślili sobie, że będą monitorować to, co jest zamieszczane na YT na podstawie zgłoszeń z tytułu roszczeń dotyczących nie przestrzegania praw autorskich od innych użytkowników (według mnie to zwykły donos, szkodliwy dla obu stron).

 

Powstał mechanizm: jeśli na czyimś kanale jest materiał wideo, oficjalnie emitowany w TVZ, to telewizja Z może zdecydować, czy oznaczyć wyszukany przez siebie filmowy materiał jako swój, jednocześnie nie kasując filmu z kanału X (na przykład dlatego, że był to reportaż o właścicielu kanału X), lub wręcz skasować film z konta X i dać mu ostrzegawczego strike'a (czerwona litera C, a później niezbyt fajna konieczność wypełniania głupiego samouczka o prawach autorskich, gdzie na jedno z ostatnich pytań, nasz rozum aż prosi się odpowiedzieć przecząco… i nie zdać testu).

 

Sam film instruktażowy ze szkoły praw autorskich You Tube'a, również podnosi ciśnienie nawet u osób łagodnych jak baranki (i to pisze autorka animacji!), a jest to ten niby kolorowy horror z cyklu „Happy Tree Friends”. Prawo autorskie w interpretacji YT = horror. Po obejrzeniu filmiku, zrozumiałam dlaczego animacja miała bardzo wiele łapek w dół na łamach innych serwisów on-line. Co gorsza, zrozumiałam również czemu ludzie kombinują jak tylko omijać Content ID z YT. Kolejna moja refleksja na temat praw autorskich jest już taka, iż rzeczywiście nazwa pewnej ustawy w Polsce, zwanej „danger ustawą”… nie wzięła się z księżyca. Ta „danger ustawa” to ustawa o prawie autorskim z dnia 4 lutego 1994 r. Wraz z pojawieniem się tej regulacji zniknęło kilka ciekawych zjawisk związanych z dzieleniem się treściami w mediach (ponoć przed 94 rokiem, można było sobie na kasety nagrywać gry komputerowe emitowane w radio). W raz z pojawieniem się „niebezpiecznej” regulacji prawnej każdy musi się liczyć, że za bawienie się w remiksowanie muzyki, tworzenie memów, pisanie nieoficjalnych tłumaczeń dla fandomu i umieszczanie ich w sieci… można dostać gorszą karę od… gwałciciela! YT nie przejmuje się polskim prawem autorskim, woli prawo amerykańskie., które również nie jest przyjazne dla małych twórców. W tym roku parlament UE postanowił ujednolicić prawo autorskie (w sieci spontanicznie nazwano to ACTA 2.0), a pod pretekstem ochrony utworów publikowanych przez media drukowane, wprowadzić prewencyjną cenzurę. Doszło do protestów z tego powodu (sprzeciw wyraziła między innymi polska Wikipedia). Niestety na ten czas bitwa o to, aby ACTA 2.0 nie weszła w życie trwa nadal. To taka moja dygresja na temat terminu „danger ustawa”...

 

Powróćmy jednak do kwestii kłopotliwej litery C od „copyright”, która może mieć dwie barwy: czerwoną lub niebieską. Oznaczenie filmów X niebieską literą C od TVZ, spowoduje brak możliwości zarobkowania na tym filmie przez vlogera X. Mało tego, jeśli ten sam film z TVZ z udziałem tego bohatera będzie popularny na jego kanale, wszelkie zyski z reklam zostaną przekazane TVZ, którą ten twórca w pewnym sensie… nie tylko reklamuje, polecając nowym widzom jak i pomaga w finansowaniu. Co ciekawe, (tak przynajmniej słyszałam) przykładowa TVZ nie musi mieć oficjalnego kanału na YT, aby móc zgłaszać pretensje do adminów. Jeśli tak faktycznie jest, to są równi i równiejsi.

 

Odpowiedzmy sobie jednak na pytanie: czy w tym przypadku doszło do łamania praw autorskich? Moim zdaniem nie. Vloger z kanału X jest w rzeczywistości w pewnym sensie współautorem materiału emitowanego w TVZ, a nie piratem wyświetlającym na swoim koncie dzieła wielkich korporacji takich jak Walt Disney. Tutaj znów serwis You Tube nie zwraca uwagi na ewentualny kontekst (filmy transmitowane z TVZ, mogą posiadać wartościowe treści, a na dodatek użytkownik X jest bohaterem reportażu, więc wrzucenie filmu z TVZ traktuje tylko jako dokumentację swojej działalności).

 

Nie przypadkiem, producenci filmowi głowią się nad trailerami – fragmentami filmów, idealnymi do zacytowania przez recenzentów z You Tube, którzy w ten sposób znów mogą pomóc we wspieraniu ulubionych przez nich treści. Paradoksalnie nawet wrzucanie filmów we fragmentach, nie koniecznie do recenzji, a bardziej do zgromadzenia fanów tytułu wokół swojego fanowskiego kanału, może być dla wielkich studiów filmowych, nie tylko źródłem dodatkowego finansowania (jeśli przyznają temu kanałowi niebieskie C, a również źródłem informacji, czego od tego studia oczekują ich fani.

 

Niebieski znak C ma jeszcze jedno zastosowanie. Przykładowo, ja jako autorka tworzę film pod muzykę innego Youtubera i ten drugi kanał oznacza, że ta muzyka pochodzi z jego twórczości. Oczywiście, dobrym gestem jest poinformowanie widzów o tym, iż autor Y jest kompozytorem, a ja w tym przypadku animatorem.

 

Na sam koniec – czerwony znak C, nie życzę Wam tej wątpliwej przyjemności z adminami YT. Jeśli już otrzymamy ten znaczek pod jakimś, naszym wideo, to musimy wystrzegać się kolejnego ryzykowania (znak czerwonej literki C można dostać nawet za zacytowanie w swym materiale medium, które nie znosi być wspominane – pewna, polska, telewizja komercyjna ma taką politykę). Innymi słowy – jeśli jesteśmy małym kanałem to z punktu widzenia YT, mamy sporą szansę być postrzegani jako bandyci… choćbyśmy tworzyli bardzo wartościowe treści! You Tube dba o prawa autorskie… ale tylko z punktu widzenia korporacji.

 

KROK 3

 

Dobre praktyki na You Tube.Ostatni punkt w tej części kącika TV ABC ARTE będzie miał nieco sympatyczniejszą wymowę. Zapominając na chwilę o polityce redakcyjnej serwisu i o dziwnym znaczku z literą c, skupmy się na tym, co warto robić w serwisie, aby zaistnieć.

 

Publikujmy filmy w playlistach. Filmy obejrzane w playliście mają większy zasięg. Po drugie zachęcajmy widzów do pisania komentarzy, co również wpływa na większą liczbę potencjalnych odbiorców naszych dzieł.

 

Dodawajmy napisy obcojęzyczne lub polskie (You Tube nie stosuje automatycznego tłumaczenia z języka polskiego na angielski, co ciekawe rozpoznaje język japoński, a z naszą mową sobie za bardzo nie radzi, choć może to i dobrze). Starajmy się tworzyć filmy dla nowych grup odbiorców o ile mamy takie możliwości (audiodeskrypcja, czy tłumaczenia na język migowy).

 

I jeszcze jedno, gdy włączymy opcję zarabiania, przypominajmy widzom w sposób kulturalny, aby nie przewijali reklam, bo to dzięki spotom ich ulubiony twórca… zyskuje. You Tube wyświetla losowe reklamy, (warto o tym wspomnieć), żeby nie było niepotrzebnego zdziwienia u naszych subskrybentów, jeśli prowadzimy kanał dla 100 % facetów, a pomiędzy naszymi recenzjami aut, pojawia się reklama z … kobiecymi kosmetykami i pluszowymi, różowymi misiami.

 

W takiej sytuacji, pozostaje mi zachęcać Was do tradycyjnego dorwania kredek i pisaków w dłoń, oraz kamer wideo… aby w myśl nazwy serwisu You Tube – wypromować siebie, lub przynajmniej poprawić sobie humor, oglądając śmieszne kotki z tego kącika TV ABC ARTE... i widzimy się na łamach kolejnego magazynu „Kyaa!”.


Justyna „Justa” Margielewska

« powrót

Dodaj nowy komentarz


Krótka historia wpisów na blogu... 


Created by ABC Arte 2019 :)