ABC Arte Blog 

Wyszukiwarka


Stronka zawierająca masę przemyśleń 
Justy z zakresu:

- anime... bo lubię!
- manga... bo lubię! 
- komiks... bo rysuje!
- literatura... bo piszę!
- projekty własne... bo szukam mecenasów!
- refleksje... bo czasem mnie coś nachodzi!
- to co mnie denerwuje... samo przez się! 
- czym jest sztuka... filozofia jeszcze nikogo nie zabiła!
- dlaczego ABC ARTE?
- bo to jest istotne?
I gdzie indziej miałabym publikować
swoje spostrzeżenia?! 

Kliknj... na skróty po więcej informacji! 


TV ABC ARTE cz.6 dla magazynu Kyaa!

2017-05-29 21:37:31, komentarzy: 0

Jak powstała animacja „Największy Skarb Świata: Nieoczekiwana Zmiana” czyli wielki test cierpliwości dla Justy

 

Witajcie! To już 6 artykuł z cyklu TV ABC ARTE dla Magazynu Kyaa! Z tej jakże miłej okazji, przydałoby się po świętować, oczywiście z kredkami i pisakami w dłoni. Żeby jednak nie zanudzić Was na śmierć, postaram się w miarę ciekawie opisać, jak powstawała moja najnowsza animacja. Spróbuję przybliżyć Wam kolejne etapy pracy nad filmem, który trwa zaledwie 8 minut, ale z jakiś powodów „czas produkcji” tego dziełka wyniósł ponad rok i jeszcze troszkę miesięcy. Mianowicie, od października 2015 do lutego 2017... trwał wielki test na cierpliwość dla Justy, a efektem tego była właśnie nowa animacja o przygodach Kingi i Mokosz.

 

KROK 1...

 

Powszechnie mówi się, że twórca animacji powinien w miarę dobrze rysować. Coś w tym jest, ale żeby powstał film animowany można zrezygnować z rysunku na rzecz innych środków artystycznych takich jak: plastelina, kolorowy makaron, a nawet sól kuchenna. W efekcie aby zrobić film nie trzeba nawet odróżniać kolorów! Wiem, brzmi to tyć szokująco, ale twórcy warsztatów z tworzenia animacji pod hasłem „Artystyczne inspiracje poprzez animację” pokazali jak za pomocą produktów z kuchni opowiedzieć abstrakcyjne historie z morzem, blokowiskiem czy z podwórkiem w tle. I te filmy tworzyły osoby niewidome i słabo widzące pod opieką profesjonalnych animatorów: Anieli Lubienieckiej i Adriana Jackowskiego.

 

Miałam przyjemność poobserwować przebieg takich warsztatów i wierzcie mi to działa. Więcej o tej idei możecie przeczytać na stronie Fundacji „Wygrajmy Razem” z Dąbrowy Górniczej, która realizowała powyżej wymienione warsztaty. Na co dzień ta organizacja zajmuje się wspieraniem talentów osób uzdolnionych muzycznie, a więc i to dla nich musiało być… nieziemskie doświadczenie.


postacie z animacji: jamnik Cezar, rysica Urszula i buldog Pan Szczek

 

Skoro już wiemy, że talent do rysunku jest mniej istotny, (równie dobrze można zamienić go na zdolności rzeźbiarskie), to przyznajmy czego nie da się pominąć w tej dziedzinie sztuki… Cierpliwości. Ona przydaje się bardziej od ołówka, myszki i kredek.

 

Pierwszym etapem powstawania animacji jest bowiem przygotowanie odpowiednich materiałów w postaci: scenariusza (o papirologi napiszę następnym razem, chyba, że napiszecie mi inną propozycję!!!), a później wykonanie postaci, które będą animowane. W przypadku „Największego Skarbu Świata: Nieoczekiwana Zmiana” było to odręczne narysowanie bohaterów na kartkach papieru ksero ciemnym cienkopisem. Wiem, bardziej profesjonalne byłoby używać ołówka, ale ta metoda mniej razi mnie w oczy i szkice postaci po nałożeniu na siebie kolejnych kartek są tyć widoczniejsze. Pragnę jeszcze zanotować, że na nowy film nie wystarczyła mi garść kartek, a wręcz poszło w ilość co najmniej trzech ryz papieru ksero. Żeby było tyć ekonomiczniej, podzieliłam kartki na pół i rysowałam obok siebie co najmniej dwie fazy fazy ruchu jakiejś postaci. Takie odręczne rysowanie szkiców zajęło mi z 3 miesiące. Nie tak źle, skoro zorganizowałam sobie rysunkowe zajęcie na każdy dzień po pracy i w weekendy. W ten oto sposób, na początku stycznia 2016 roku miałam przygotowane obrazki do zeskanowania, obrobienia i pokolorowania. I ten etap pracy był najgorszy ze wszystkich...

 

KROK 2…

 

Po zeskanowaniu pierwszych obrazków okazało się, że rysunki zapisane w trybie ksero (idealnie białe z ciemnymi konturami) trzeba oczyścić, a po ich powiększeniu w The Gimp wyszło na jaw, że muszę osunąć drobne niedoskonałości w klatkach. Tu się gdzieś poprzeciągało, tu nie dorysowało, a tu poprawić te dłonie, bo straszą! Makabra, do tej części prac przyłączyło się dwoje rysowników, których pseudonimy widnieją w napisach końcowych jako animatorzy: Kira i Justin. Serdecznie dziękuję.

 

To był najgorszy etap i zajął mi 3 razy więcej czasu, a niż wykonanie animków na kartkach papieru. Nawet przy pomocy koleżanek nie udało się zmniejszyć tego wyroku na naszą korzyść. Che, che… teraz to się śmieję, a wcześniej byłam wściekła jak zobaczyłam te brudki do gumowania elektroniczną myszką.

 

To jednak nie był koniec horroru, bo do tych 9 miesięcy dołączyły się kojenie niespodzianki. Po wrzuceniu do Corela ugłaskanych szkiców, okazało się, że nie tak łatwo będzie z ich pokolorowaniem i tu także trzeba było je lekko retuszować, po zamienieniu ich w grafikę wektorową. Gdy już postacie były pokolorowanie należało przenieść je na przygotowane tła, których proces powstawania był analogiczny do użerania się z bohaterami… czyli rysunek, skan, poprawa w The Gimp, wektorowanie z retuszem i kolorowanie w Corelu.

 

Wraz z końcem 2016 roku, miałam już gotowe tła i postacie na komputerku, albo jak Wolicie… dopiero. I tutaj nagle przyszła najmilsza rzecz w projekcie czyli montaż obrazu…

 

KROK 3…

 

Serio! Na ten moment od dawna czekałam. Wystarczyło tylko do odpowiedniego obrazka dopasowywać postacie, a potem zapisywać obrazki jako pliki rozpoznawalne dla programu do montażu wideo. Mój wybór padł na Pinnacle Studio ze względu na łatwe dodawanie ścieżki dźwiękowej i możliwość pracy na kilku warstwach. I był to program nieco lepszy od Movie Makera, ale nadal polskojęzyczny. Zastanawiałam się nad wykonaniem tych prac w nowszym Magixie, ale niestety programy do wideo różnie radzą sobie z obsługą kodeków. I o zgrozo, Magix potrafił bardziej niż Pinnacle pogorszyć jakość obrazków z Corela i to było przerażające… Nie bójmy się tego słowa. Można zapisywać film bez kodowania go, ale wtedy taki 8 minutowy filmik potrafił ważyć z 30 giga! To nie na moc obliczeniową mojego laptopiska.

 

I tutaj mała dygresja nie rysunkowa: do filmu musiała także powstać muzyka i trzeba było nagrać dialogi postaci. To zadanie przypadło mi i kilku chętnym aktorom głosowym, którzy zagrali główne role, a potem dostarczyli nagrania. W przypadku dźwiękowego tła użyłam programu do komponowania z kolorowych klocków – sampli z rodziny Magixa zwanego Music Makerem.

 

Nie sądzę, aby to była wielka sztuka, ale przynajmniej ewentualne szumy w dialogach są mniej dokuczliwe i kilka momentów gdzie raczej nieco głośniej słuchać dialogi. Zdaje sobie z tego sprawę, iż dźwięk jest najmniej dobrym elementem tego projektu, chociażby z tego powodu, że nie stało ze mną profesjonalne studio muzyczne. Na dodatek nawet po lekkim wyretuszowaniu audio, nie da się ukryć faktu, że każda osoba nieco inaczej nagrywała swoje kwestie. To też dotyczy mnie – rysicy Urszuli. Nie należy zapominać, że oprócz ścieżki melodyki i dialogów, musiałam używać jakiś efektów dźwiękowych choćby na wybuchające bomby… Gdy postacie mówiły tuż obok siebie, zaistniał wariant, że jeden dialog na pewno będzie cichszy, pomimo, że na podglądzie w Pinnacle Studio brzmiało to lepiej, a po zapisie już nie. Żeby było jeszcze śmieszniej dialogi postaci były dodawane etapami, bo istniało ryzyko, że jak się coś za bardzo przesunie na osi czasu, to zaraz ktoś zacznie mówić w zupełnie innym miejscu. Taka magia programów do montażu wideo… również wymaga cierpliwości!

 

Pomimo takich twórczych dyskomfortów, film został wykonany przez kilku zapaleńców i jest dowodem na to, że można bawić się w animacje. Może w końcu ktoś doceni moje postacie… więc wysłałam na konkursy dla pasjonatów. Trzeba próbować i radzę Wam robić to samo. Jeśli nawet nie zdobędziecie laurów na festiwalach to może wykonacie internetową serię domowych animacji z ciekawą fabułą, barwnymi postaciami … i obiecującym scenariuszem.

 

KROK 4…

 

Ten artykuł jest dowodem na to, że da się zrobić coś samemu, ale ta pasja zajmuje masę czasu i należy się liczyć, że na wymarzony konkurs dla animatorów zostanie wysłana jakaś rekordowa ilość 3700 filmików. Jak przebić się przez te blisko 4 tysiące obrazów, tego do dziś nie wiem, albo właśnie muszę poczekać na wyniki, aby ostatecznie przekonać się, co do swojej niewiedzy. To wymaga cierpliwości, ale grzechem byłoby nie spróbować, skoro aż 17 miesięcy, bawiłam się w realizację tego fabularnego maleństwa – ekranizacji mojej komiksowej serii pod tytułem „Największy Skarb Świata” (a tak dokładnie, gdyby ktoś pytał rozdziału „Nieoczekiwana Zmiana”, napisanego z okazji 16 lat tytułu o przygodach Kingi). Fabuła powstała w 2000 roku, gdy jeszcze byłam w gimnazjum.

 

O samym „Skarbie” i dziwnych fabularnych zbiegach okoliczności mogłabym opowiadać Wam w nieskończoność, ale jeśli Macie ochotę, to od niedawna na fan page ABC ARTE zamieszczam ciekawostki na temat moich postaci. Jest tam już sporo absurdów na temat tej opowieści… i innych. Podsumowując, nikt nie powiedział, że będzie łatwo, ale chyba warto samemu sobie nie podkładać zniechęcających kłód pod nogi. I tyle ode mnie, tradycyjnie bierzcie kredki i pisaki w dłoń… i widzimy się na łamach kolejnego magazynu Kyaa!

 

Justyna „Justa” Margielewska 

« powrót

Dodaj nowy komentarz


Krótka historia wpisów na blogu... 


Created by ABC Arte 2019 :)