ABC Arte Blog 

Wyszukiwarka


Stronka zawierająca masę przemyśleń 
Justy z zakresu:

- anime... bo lubię!
- manga... bo lubię! 
- komiks... bo rysuje!
- literatura... bo piszę!
- projekty własne... bo szukam mecenasów!
- refleksje... bo czasem mnie coś nachodzi!
- to co mnie denerwuje... samo przez się! 
- czym jest sztuka... filozofia jeszcze nikogo nie zabiła!
- dlaczego ABC ARTE?
- bo to jest istotne?
I gdzie indziej miałabym publikować
swoje spostrzeżenia?! 

Kliknj... na skróty po więcej informacji! 


Recenzja; Digimon Adventure Tri z punktu widzenia (zagorzałej?) fanki

2016-07-24 22:15:23, komentarzy: 0

 

Wszystkich dawnych, a może nie całkiem dawnych digiwybrańców (właściwie „wybranych dzieci”) Studio Toei Animation uraczyło nowymi przygodami Agumona i reszty jego postrzelonej paczki. Co to może znaczyć dla fana marki spod logo Digimon? Wielkie „fame”, a potem zawiedzenie się, może wspaniały, choć niestety chwilowy powrót do beztroskiej przeszłości?

 

Jedno jest pewne. Najnowsza seria, składająca się z wydawanych co najmniej raz na pół roku filmów anime jest adresowana dla zagorzałych fanów, albo dla takich bardzo sentymentalnych ludzi, którzy śledzili pierwszy i drugi sezon przygód Digimonów, włączając w to jeszcze filmy kinowe. Nie bez przyczyny już startowe epizody zwą się swoistym spotkaniem po latach. Najbardziej widać to na przykładzie Mimi Tachikawyczyli tej różowej kowbojki, która na jakiś czas przenosi się z USA do Japonii i akurat wtedy zaczyna źle się dziać w Cyfrowym Świecie... Na scenę wkracza dobrze znana banda, (można wręcz powiedzieć, parafrazując najnowszy film Pana Quentina Tarantino „nienawistna ósemka”), która nieco wydoroślała, ale zaraz się okaże, że ich pewne problemy, zostały pozamiatane pod przysłowiowy dywan.


Tailmon

 

Na początek rozterki fanki – uwaga spoilery!

 

Brzmi ciekawie? Owszem, ale tylko dla fanów, którzy od razu skojarzą, dlaczego dane postaci zachowują się tak, a nie inaczej. Niestety, jak na pierwsze dwa z planowanych sześciu filmów można pogrozić Toei Animation za jakość wykonania jubileuszowego projektu. Nie chcę całkowicie przekreślać i krytykować tego studia, bo seria nadal trwa, ale już są głosy negatywne za poczynania autorów, z którymi trudno się nie zgodzić.

 

Dotyczą one przede wszystkim płynności animacji podczas walk, ewolucji i zapychania scen niewnoszącymi nic do fabuły sytuacjami z tzw. szkolnego życia. Spokojnie głupiego fan serwisu nie dali, cha cha! Pozwólcie, że popolemizuję z tymi głosami przeciwko narysowaniu prób organizacji festiwalu i zamieszczeniu tego w drugim filmie o Digimonach, albo jak kto woli w 6 odcinku najnowszej serii.

 

To wcale nie był taki zły pomysł był, żeby Mimi miała okazję narazić się całej klasie i zostać okrzyknięta mianem „jikochu”. Kto to taki sprawdźcie sami. Toei Animation nie raz w tej serii wplatało różne sytuacje, które dawały do myślenia. Mentalność Japończyka i Amerykanina to przecież doskonały pretekst do snucia ciekawej opowieści na zasadzie pokazania przeciwieństw, wynikających ze zderzenia ze sobą dwóch, odrębnych kultur.

 

Podobnie na rozstaju dróg prezentuje się postać prymusaJyou Kido, który sam stwierdza, że nie jest już tym samym dzieckiem z pierwszej serii, a studentem, który niedługo zacznie wieść żywot dorosłego. Przypominam, że ten bohater miał zostać lekarzem, a to już doskonały pretekst do pokazania realiów życia w Japonii. Po skończonej szkole, praca w jednym miejscu, zero spóźniania się, poświęcenie się wyuczonemu zajęciu i nie wychylanie się z tłumu. Żywot bohatera zwanego w serii „wybranym dzieckiem” to rzecz jasna zaprzeczenie tego wszystkiego. Nic dziwnego, że Jyou się wściekł.

 

Podejrzewam, że takich smaczków być może więcej, zwłaszcza, że do pierwotnej bandy dołączyła pewna dziewczyna nazwana Meiko Mochizuki(imię przywodzące na myśl, uczącą się swojego fachu kandydatkę na gejszę, dość wiele mówi o jej osobowości) z nawiedzonym kotem, na którego wołała Mei (właściwie digimon Meicoomon, fajnie, że mająca nowe imię od swej koleżanki). Po serii Digimon Adventure Tri, spodziewajcie się po prostu tego, że bohaterowie ulegają zmianom, widzą nie tylko dobre strony posiadania digimona – partnera, ale też i to, że cyfrowe potwory potrafią nieźle narozrabiać, co musi odbić się na funkcjonowaniu całego otoczenia. I nie jest już łatwo Taichiemu Yagami wyrwać się z donośnym krzykiem w stylu „Agumon bierz go”. Odwaga lidera w goglach już tak nie płonie, ale za to powściągliwy Yamato wydaje się być tyć bardziej przyjacielski.


Digimon kadr z animacji

 

Zastanawiam się jak zostaną ukazani postali wybrańcy, gdy przyjdzie czas na mega ewolucję ich cudacznych przyjaciół? Czy Hikari znów będzie jak te nawiedzone medium? Czy Sora, Mimi, Takeru, Yamato, Koushirou wymyślą coś na te „zainfekowane digimony”? I po jakiego cyfrowego stworka, znowu przerabiamy temat złego Cesarza? I jeszcze ta tajna agencja, tworzona przez kilku wtajemniczonych dorosłych. Wolałam jak nauczyciele wybranych dzieci nie mieli pojęcia o istnieniu digimonów, a tu taka heca. Wygląda na to, że stwory nie musiały udawać pluszaków w trakcie powrotu wybranych z pamiętnego, letniego obozu (aż się chce złośliwie napisać „ofiar losu”). Niedociągnięcie scenarzystów, a może celowy zabieg, aby sprowokować fanów do pisania teorii spiskowych? Zatem, oto moje, kolejne pytania. Czyżby znów pewnemu Kenowi odbiło, a może to kto inny poszedł w jego ślady? Digimon Kaiser wiecznie żywy...

 

Takie postępowanie twórców, może tylko rozzłościć fanów, podobnie jak kolejna, beznadziejna śmierć ulubionej postaci, ale zabitej przez jedną z tych dobrych. Może ktoś ostatecznie przejdzie na złą stronę mocy? Czyli coś odwrotnego, do historii Tailmon z pierwszej serii. Zobaczymy wkrótce jakie wytłumaczenie szykuje Toei Animation, bo jak na razie Digimon Trinieco zaskakuje... niedopowiedzeniami. Najnowszy rozdział 3 przetłumaczyli na polskim fanpage jako „mroczna odwaga”, będzie o złotej ewolucji Tentomona. Nie wiem dokładnie kiedy to wyemitują, ale najprawdopodobniej dopiero 24 września 2016, jak podają zagraniczne strony. Na razie mamy dwa filmy, lub ośmiu odcinkowy serial.

 

Dobrze, wystarczy tych spoilerów! Mogłabym jeszcze coś powiedzieć o muzyce, ona też gra na sentymencie. Jest niezła, zwłaszcza, że wykonawca legendarnych piosenek walczył z rakiem krtani i od 4 lat nie śpiewał. Nie chcę być złośliwa, bo nie warto. Pan Wada Koji stanął na wysokości zadania i miło znów usłyszeć jego niezapomnianą, pieśń o motylach. Szczerze, pozostaje pogratulować!

 

Ja liczę, że animatorzy wezmą się w garść i będą starali się wypaść jak najlepiej, bo jak na razie jest strawnie, ale nie wybitnie, ale to jeszcze nie półmetek. I tak przedstawia się pierwsza część tego artykułu. Jak na razie zaprezentowałam tylko skrawki fabuł i kilka ciekawostek o stanie prac, ale warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czemu seria budzi tyle emocji? Podam tylko przykłady z cyfrowej Polski.

 

Legendarna strona www DIGIMONIA i inne ciekawostki

 

Digimon Adventure to marka, podobnie jak Dragon Ball i twórcy z Toei Animation powinni o tym pamiętać. Fani serii czekają masę czasu na nowe epizody, a nie dostają tego, co chcą. Warto pamiętać, że odbiorcy znają wcześniejsze serie i raczej nie są debiutantami w mandze i anime. Owszem, niedawno TV4 wyemitował pierwszą serię i pewnie jacyś nowi dugiwybrańcy się znajdą, ale akurat oni masowo nie oglądają tej najnowszej animacji po japońsku, opatrzonych angielskim subem. Owszem istnieją polskie napisy tworzone przez fanów, ale tylko takich bardzo wtajemniczonych.


Może wszystkie te wtopy nie miałyby aż takiego znaczenia, gdyby nie wszechobecna reklama nowych digimonów? Tu pięć minut pierwszego odcinka, tu zwiastun z ostatnimi scenami pierwszej serii i ten gwizdek (człowiek myśli sobie tak - o będzie się działo!), a graficznej rewelacji nie ma. Tak przynajmniej grzmią internetowe fora. Możliwe, że wszędzie, jednak my skupmy się na naszym podwórku.

 

Digimony to jedno z pereł animacji japońskiej, które można było oglądać przez lata w Polsce. Zorientowani fani wiedzą, że w tym czasie wiele tytułów nie było, a ta seria miała pecha, konkurując z Pokemonami i jeszcze posiadała fatalną, polską wersję, wzorowaną na amerykańskiej. Pomimo tego powstawały liczne strony www, a wśród funkcjonowała jedna witryna (nawet na dzisiejsze standardy, przypominała profesjonalny, mangowy serwis informacyjny), dorównująca pod względem ilości swoich podstron wirtualnej Polsce. DIGIMONIA byłą polskim Facebookiem dla fanów wszelkiej animacji, (choć sygnowała się logo z wizerunkiem błękitnego, smoczego digimona – Azululongmona). Strona wykreowana przez admina o nicku Seti, posiadała chat, aktywne forum, galerię, dział multimediów i artykułów.

 

Ja osobiście dowiedziałam się o witrynie, przeglądając jeden z numerów magazynu MIX KOMIKS, wydany w 2002 roku. Na ostatniej stronie czasopisma znajdowała się miniatura serwisu z adresem i podstawowymi informacjami. Oczywiście, to, że w owym periodyku były publikowane odcinkowe historie z naszymi, milusieńkimi potworkami to już taki detal dla fanów. Czy Wy pamiętacie tę stronę www, a jeśli tak to jakie mieliście nicki? Ja byłam Justa, po prostu Justa.

 

Na wspomnianym już wcześniej przeze mnie forum uwielbiano poruszać temat wpadek w tłumaczeniu i o momentami wręcz głupkowatej cenzurze. Zgromadzeni fani dzielili się ze sobą szczątkowymi informacjami o nowych seriach, które do dziś nie doczekały się emisji.

 

Dość żywa była też sama galeria. No dobra... miałam na niej rekordową ilość rysunków. I jeszcze taka dygresja: jeden z tamtejszych użytkowników ukradł mi pracę i przekopiował do swojego katalogu, a potem podpisał się swoim nickiem pod tym podwędzonym artem. Doszło do lawiny komentarzy na ten temat. Sama autorka czyli ja, ostatnia coś naskrobała, ale było mi śmiechu, że ten ktoś pisał coś takiego, „wziął rysunek do siebie, bo mu się podobał i tylko jako mój fan zamieścił w swej galerii”. Tylko czemu się podpisał? Tego do dziś nie wiem.

 

Ten art najprawdopodobniej przedstawiał postać Tailmon. Był jeszcze inny szkic, równie znany, ale już nie kradziony, tylko z Rosamon (różowo – biała kicia o wyglądzie czerwonookiej Gatomon z kiatem u ucha, byłą jednym z najbardziej rozpoznawalnych projektów Justy), który musieli dobrze pamiętać, bo jak później podobnego arta zamieściłam na DA, od razu skojarzono z DIGIMONIĄ! Może nawet bardziej znano mnie z tego obrazka, a niż ze starszego od Rosy pomysłu – rysicy Urszuli z mojej serii pod tytułem Największy Skarb Świata.

 

Nie przypadkowo wspominam o Rosamon. Ta postać pokazała mi, że nadal są osoby pamiętające DIGIMONIĘ. Do podobnego wniosku przeglądając fora. Czy ktoś pamięta DIGIMONIĘ – seti.risp.pl ? Oto jedno z powtarzanych pytań. Na pewno, Polska Strona o Digimonach na Facebooku, nie ma aż tyle lajków, ile miała DIGIMONIA aktywnych userów, choć tamci starają się admini zamieszczając liczne informacje o Digimon Tri. Kto to czyta? Najlepiej na te newsy, reagują starzy wyjadacze i jeśli ktoś lubi ten fan page to na pewno wierni fani tytułu, kierujący się sentymentami. Widać to po opisie. Czy pamiętacie przygody... ?

 

Stron o tym anime w Polsce nadal warto szukać w google i patrzyć na liczniki odwiedzin. Facebook zdecydowanie przegrywa z fanami cyfrowych stworków, choć paskudnie rozproszonych. Gdyby Toei Animation bardziej się starało, mielibyśmy prośby o kolejne wznowienia serii w telewizji. Takie tam anime – powiedzą krytycy, ale widać potencjał stworków, nawet w Polsce i nic nie dał atak Super Niani na japońskie kreskówki. Tylko szkoda, że DIGIMONII nie ma już ponad 10 lat – pozostały wspomnienia. Spokojnie, strona nie znikła z powodu tej awantury Super Niani, a raczej przez narodziny serwisów społecznościowych, a może tak miało być?

 

Oczywiście obok fanów, mamy też przeciwników tytułu, bo jak na you tube, jeden znany wideo bloger zrobił film „o podróbie pokemonów” to od razu miał zapewniony szeroki odzew w postaci masy sprostowań. Wywołany przeze mnie do tablicy Turpat nie był nigdy hejterem tego tytułu, a wręcz sentymentalnym fanem, a i tak otrzymał wiele informacji, że się pomylił, bo sprowokował ludzi do dyskusji. Oba tytuły powstały w podobnym czasie, choć widać, że to bardziej popularne anime w Polsce, polubiło podpatrywać pomysły z animacji od Toei. I to grzecznie mówiąc.

 

Nadal Digimony wygrywają z Pokemonami pomysłem na ludzkich bohaterów (oni ulegają presji czasu), ale niestety kieszonkowe stworki są za to lepiej animowane! Ja osobiście nie potrafię być do końca obiektywna, co do digimonów, bo na tym przykładzie uczyłam się robić swoje animacje. I to dosłownie! Na dodatek to dzieło pokazało mi jak w miarę ciekawie opowiadać o perypetiach swoich bohaterów. Wiem, że wiele z tych wymienionych rzeczy jakie prezentuje Digimon Tri to po prostu norma normy. I nie ma wyżyn.

 

Jednak gdy się próbuje narysować dla swojej fabuły centrum miasta w którym się żyje, już nie łatwo skrytykować tamtych rysowników. Przypominam w Digimonach mamy min. wiernie odwzorowaną dzielnicę Tokio – Odaibę. Wiem to doskonale, bo widziałam jak sam youtuber Krzysztof Gonciarz prezentował ten region miasta i łatwo było skojarzyć pewne zabytki architektury z akcją digimonów. Odaiba to jest miejsce gdzie architektoniczny czas zatrzymał się w latach dziewięćdziesiątych, nie tylko w anime. Również na legendarnej DIGIMONII znajdowały się serialowe grafiki, a obok nich zamieszczano znalezione w sieci, fotografie wybranych miejsc ku uciesze dociekliwych fanów. I od razu było wiadome, że tutaj stoi blok, gdzie mieszkała Hikari z bratem, a tam ta kulista stacja telewizyjna i słynna Tokio Tower...

 

Podsumowując, seria ta jest niczym wspomnienia z tych kochanych latek, (tamte postacie to roczniki od 1987 do 1993!) i wiadomo kto najbardziej będzie z nimi się utożsamiać. Toei Animation powinno dbać o takich zagorzałych fanów, bo w końcu oni mogą zapewnić dalsze istnienie tej marki, przekazując pałeczkę kolejnym digiwybrańcom. I tyle ode mnie.

 

Ocena końcowa 4,5 za wspomnienia, za fabularne smaczki, muzykę, a 3 za rozdmuchany marketing i jak na razie za niedotrzymanie obietnicy w postaci maksymalnej frajdy, wynikłej z jakości animacji. I już nie czepiam się! Choć powinnam, bo akcja Digimon Tri ma miejsce w 2005 roku, a oni ponoć ubrani jak w 2015 roku, che che. Dobrze, uznajmy, że w Japonii młodzi ludzie wtedy tak ubierali się. Nie będę już taka dociekliwa, żeby nie psuć sobie do końca dobrej zabawy, a do tematu za pewnie jeszcze powrócę w cyklu TV ABC ARTE... tylko z nieco innej perspektywy!

 

Justyna „Justa” Margielewska 

« powrót

Dodaj nowy komentarz


Krótka historia wpisów na blogu... 


Created by ABC Arte 2019 :)