ABC Arte Blog 

Wyszukiwarka


Stronka zawierająca masę przemyśleń 
Justy z zakresu:

- anime... bo lubię!
- manga... bo lubię! 
- komiks... bo rysuje!
- literatura... bo piszę!
- projekty własne... bo szukam mecenasów!
- refleksje... bo czasem mnie coś nachodzi!
- to co mnie denerwuje... samo przez się! 
- czym jest sztuka... filozofia jeszcze nikogo nie zabiła!
- dlaczego ABC ARTE?
- bo to jest istotne?
I gdzie indziej miałabym publikować
swoje spostrzeżenia?! 

Kliknj... na skróty po więcej informacji! 


Pudełeczko pełne Strachów - PROLOG czyli literacki blog

2015-02-09 20:21:40, komentarzy: 2

PROLOG „Pudełeczko pełne strachów”.

 

Niniejszy tekst jest fragmentem książki, która powstała jako scenariusz na konkurs komiksowy od wydawnictwa Yumegari. Jakoś się tak złożyło, iż postanowiłam napisać ten prolog w celu wyjaśnienia skąd się wzięły strachy w życiu pani Salomei, bo to jakoś nie było tak łatwo... określone? Macie okazję przekonać się o czym jeszcze napisała Justa...

 

Jeszcze tak do niedawna, był sobie pewien szlachecki dwór z wielkim, zaczarowanym gajem. W bibliotece u Sarmatów, kolbergowskim strachom miło płynął czas. Pani Strzyga od wampirów pisała poezję, a wielki Ptak – Wiatr pilnował magicznej posiadłości przed zakusami nieproszonych typów. Wszak zapomniany dworek był siedliskiem tego, o czym dawno już chciano nie wspominać, przynajmniej tak oficjalnie, mając to za stare zabobony. Niby jeszcze w niektórych wsiach rządziły Południce, strasząc włościan swymi, złotymi sierpami, a w niewielkich mieścinach wciąż grasowały piekielne koty Chobołdy, obiecując bogactwa w zamian za dusze chciwców? Ludzie nie byli już pewni czy przypadkiem za groźbę utraty raju powinni winić podobnego do dudka, ptaka Skrzatka ze złotą monetą na szyi czy właśnie wspomnianego przeważnie ciemnego, pasiastego kocura z płonąca grzywą i z ogonem. Na domiar złego, wszystko się jeszcze bardziej pokomplikowało gdy na horyzoncie zawitała wielka wojna.


Jednego, wrześniowego wieczora tuż przed oknem, wiodącym do zaczarowanego ogrodu, we wspomnianym, starym dworku, pojawiły się czołgi z dziwnymi znakami swastyk, ponoć ukradzionymi Hindusom. Demoniczne pojazdy zaczęły strzelać w stronę nawet długiego, parterowego, drewnianego domku z ozdobnymi kolumnami u wejścia, celnie mierząc do kwiaciastych okiennic i tak już niebawem nie było dworku, gaju, i prawie ani jednego stracha...


Nawet wielki, szarawy, podobny do orła o siedmiu tęczowych ogonach, nieustraszony Ptak – Wiatr, rychło przepadł w kłębach dymu. Na miejscu kilkumetrowego strażnika, leżało małe pisklę, które najwyraźniej musiało odrodzić się z własnych popiołów. Biedne stworzenie próbowało się podnieść, ale gdy tylko wykonało jakiś, drobny ruch pojawiały się złowrogie gąsienice od opancerzonych wehikułów ponurych żołnierzy i jakimś cudem omijały drobniutkiego stracha. Gdy tylko źli żołnierze pojechali dalej niszczyć z małej, złotej szkatułki wyskoczyły pozostałe, zdruzgotane potworki. Nawet czorty zdawały się pytać czy ludzkie diabły już sobie poszły?


W tę znów rozległy się jakieś kroki i dziwadła z powrotem wpadły do wieka małego pudełeczka, zabierając ze sobą pisklę Ptaka – Wiatra. Tym razem to nie upiorni żołnierze lecz mała, nawet beztroska, czarnowłosa dziewczynka, ubrana w niebieski płaszcz, ciemne gumiaki i w żółtej chustce w czerwone kwiatki na swej głowie, napędziła stracha wszystkim strachom. Dziesięcioletnia Salomea odnalazła swój złoty drobiazg i nie kryjąc radości wróciła do domu, który znajdował się po drugiej stronie doliny. Mała nie miała świadomości, że jej skarb stał się przypadkowym lokalem zastępczym dla tysięcy mar i zjaw, a gdy prawda wyszła na jaw, jeden Chobołd prawie się pochorował ze szczęścia.


Zaczęło się całkiem niewinnie, zmęczona długim spacerem Salomea zobaczyła leżącego kocura na swej poduszce i nagle dotarło do jej ciemnych oczu, iż ten, biedny zwierzak płonie! Dziewczynka szybko zeskoczyła ze swego posłania, wzięła wiadro, wypełnione po brzegi lodowatą wodą i wylała całą zawartość na głowę, grzbiet i ogon ognistego futrzaka. Istotnie przez kilka sekund, szary Chobołd o jaśniejszych pręgach i zielonych ślepkach wyglądał jak zwykły dachowiec, ale zaraz zajął się jeszcze większym płomieniem niż normalnie. Biedny diablik trzęsąc się z zimna, zmusił się do donosu na siebie i resztę strachów, byle ta, okrutna Salomea nie robiła mu już zimnego prysznicu:


Ja tak mam od dziecka! Jestem piekielnym kotem! I na dodatek jestem bezdomny! – zaraz ponuro stwierdził strach, dodając niektóre imiona swych równie pechowych towarzyszy. – Właściwie nie tylko ja, ale i reszta dziwadeł, na przykład Strzyga, Mamuna, Chmurnik, Żmij, Wędrowiec... zamieszkaliśmy w twoim złotym pudełeczku, ale Wy nazwaliście nas „kontr reakcyjną propagandą na usługach obcego wywiadu!” i zniszczyliście nam nasz gaj!


Onieśmielona Salomea nie do końca rozumiała co zaszło, ale obiecała znaleźć strachom nowy dom i po paru latach, jak nie trzeba było już uciekać przed nazistowskimi żołnierzami, zabrała dziwadła do jednego lasu w górach.


Młoda dama w letniej, błękitnej sukience, w klapeczkach, uczesana na krótko szybko pozostawiła na zielonej ściółce jedno, złote pudełeczko i nawet się nie pożegnała, bo nie znosiła rozstań.


Szczęśliwe zakończenie? Nic z tego. Raz do lasu wtargnęli drwale, a potem robotnicy żeby z polecenia partii wykarczowali las, aby lud pracujący miast i wsi miał dla siebie mały kąt. Na miejscu siedliska przyszłych poddanych królowej Strzygi powstały liche, pod żadnym katem nie równe, upiorne, białe, azbestowe kreatury szepczące krajobraz z naturalnymi górskimi szczytami w zrujnowanym tle. Proletariat się cieszył na widok kolejnego osiedla z wielkiej płyty... tak przynajmniej podawała opiniotwórcza prasa, zaś jeden Bazyliszek chciał powybijać własnym wzrokiem tych, wszystkich ludzi, którzy dołożyli się do tego głupiego interesu. Reszta strachów miała te same złe intencje. I byłaby niezła draka, gdyby fakt, iż w jednym z paskudnych mieszkań, zakwaterowała się familia Salomei. Salomea zabrała pudełeczko w którym na wieczność miały ukryć się strachy, bo biedne rzuciły na siebie taki czar, ale jeden z nich, mały Ptak – Wiatr wolał pozostać w świecie ludzi i nie zmienił zdania, nawet gdy się śmiertelnie pochorował, a potem zamienił w jajo, z którego znów się wykluł, jakby nic się nie stało. Salomea ptaka nazwała Sisi i bardzo go polubiła. Podobnie było w przypadku jej wnuczki Asi, ale ona pewnego dnia zapomni o strachach pod wpływem swej przyjaciółki Izy,... a może po prostu, taka będzie kolej rzeczy? Czy Wy też zapomnielibyście o pewnym, złotym drobiazgu na biurku? Co zrobi z tym fantem Sisi? To już właśnie, właściwa opowieść o pudełeczku pełnym strachów.

 

Zapraszam do komentowania i udostępniania dalej. 

Kategorie wpisu: Literatura
« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • meduza 15:00, 10 lutego 2015

    A tak pamiętam ta prace konkursową :)Była dobra może byś wstawiła cały fragment . ??

    Odpowiedz
  • Abc Arte 9:40, 11 lutego 2015

    Jak napiszę ksążkę - to Ci prześlę do zrecenzowania, bo ty miałaś do czynienia ze scenariuszem na komiks, a to się zrobi książka z odświeżonymi ilustracjami.. Ja na blogu - bedę dodawała takie fragmenty do komentarzu z moich róznych projektów dla reklamy. I dla informacji. :) Cieszę się, że pomysł się podoba. Pół roku researchu nie poszło w las :)

    Odpowiedz

Krótka historia wpisów na blogu... 


Created by ABC Arte 2019 :)