ABC Arte Blog 

Wyszukiwarka


Stronka zawierająca masę przemyśleń 
Justy z zakresu:

- anime... bo lubię!
- manga... bo lubię! 
- komiks... bo rysuje!
- literatura... bo piszę!
- projekty własne... bo szukam mecenasów!
- refleksje... bo czasem mnie coś nachodzi!
- to co mnie denerwuje... samo przez się! 
- czym jest sztuka... filozofia jeszcze nikogo nie zabiła!
- dlaczego ABC ARTE?
- bo to jest istotne?
I gdzie indziej miałabym publikować
swoje spostrzeżenia?! 

Kliknj... na skróty po więcej informacji! 


Opowiadanie na śniadanie...

2014-05-30 09:25:17, komentarzy: 0

 

W pogoni za zachodzącym słońcem

 

Jest późno, zbyt późno. Zosia biegnie przez ulicę. Biegnie po pasach jezdniowej zebry. Nie zdąży. Zbyt późno wstała. Trzeba było nie jeść śniadania, Trzeba było... Zieleń świateł gaśnie, Zosia zatrzymała się przed apteką. Tuż obok niej przejechał tir. Sekundy później, byłaby na drugiej stronie u Pana Boga za piecem. Na, co ta syzyfowa praca? Na, co ta pogoń za zachodzącym słońcem życia? Zosia popatrzyła na zegarek. Punkt ósma. Dziś, czerwony autobus ie czekał na przystanku. Dziwny zbieg okoliczności. Z jednej strony należało wcześniej iść spać, aby zdążyć na autobus, zaś z drugiej, lepiej się spóźnić, by móc ocalić swoje życie... Po raz setny coś się Zosi nie udało. Dziewczynka spojrzała w niebo.

– „Ile razy jeszcze przegapię ten czerwony autobus?” – myśli sobie, Zosia.


– Tyle razy, ile będziesz miała szczęście w życiu! Ile razy? Tyle, ile będzie trzeba, będę Ci o tym przypominać, że nie warto po raz setny wstawać za późno i biec przez rozświetloną ulicę za głupim, czerwonym autobusem! Czy żyjesz tylko, by istnieć przez chwilę? W pogoni za zachodzącym słońcem życia nie ma zwycięzców, jest tylko przeklęty, czerwony wóz ze śmiercią na dachu! – odezwał się głos znikąd.

To był cień Zosi, dziewczyny ubranej w jeansową kurtkę i spodnie

z białym podkoszulkiem, w sportowych butach z okularami na nosie,

o ciemnych włosach i dużych, niebieskich oczach. Po prostu zwykły cień, kazał się dziewczynie zatrzymać i zastanowić nad jej losem.


Zosia zerknęła na swój cień i nagle usłyszała szept:

Jest mi smutno – przyznał się cień – bo jestem tylko cieniem, jednego istnienia, ale gdy to istnienie przepadnie, ja też zginę. Dla wielu jestem tylko marnym odbiciem, które pojawia się w blasku słońca. Tego, przeklętego słońca! Nie jestem zwykłym cieniem, Zosiu. Jestem prawdą o tobie, którą chcesz ukryć przed całym światem. Nie da się zmienić cienia. Niczego nie zmienią ciuchy i makijaż. Jestem czarny, czasem szary, a nawet zielony. Nieokreślony. Mojego piekna nie widać, bo jest ono niekonkretne. Nie jestem czerwoną różą o jedwabistych płatkach, ani szorstkim dotyku piaskiem. Nie patrz na mnie ze złością, Zosiu!


Zosia wraca do domu. Jest już późno, za późno aby narzekać.

Promienie zachodzącego słońca odbijają się od płyt szarych blokowisk. Czerwonozłote niebo o kolorze winogron, przykuło na chwilkę uwagę Zosi.

– „To już wszystko” – myśli sobie dalej, Zosia. I nagle, podobnie jak rankiem, o mały włos nie wpadła pod czerwony, piekielny autobus. Zabrakło kilka centymetrów! Na dachu dwuśladu, roześmiana kostucha

z kosą, przypatruje się Zosi, ale ona na szczęście jej nie widzi. Zamiast tego cień Zosi, patrzy ze zdumieniem na zaistniałą sytuacje i po chwili nuci sobie. Ten cień, o kolorach zachodzącego słońca.

To dopiero początek twej podróży! – nuci i gwiżdże.

Jaka jest o mnie prawda, którą staram się ukryć?

– „Dziwny jest ten świat!” – nuci dalej cień.

Odpowiesz?

Sama musisz sobie odpowiedzieć na to pytanie! Zanim nadejdzie zachód słońca twojego życia!Nie bierz udziału w tej pogoni! Dziwne, że nie interesuje Cię wschód słońca, jak wstajesz rano do szkoły! To przecież początek, a nie kres!


Zosia nie rozumie, co mówi do niej cień. Nikt z nas nie rozumie swojego cienia, a przecież towarzyszy on nam od samego początku!

Żądam wyjaśnień! – protestuje Zosia.

Nie mam adwokata! – wtóruje jej cień – Mam prawo zachować milczenie!

Gadaj albo...

Albo, co? Zabijesz mnie?

Zabiję! O tak, zabiję...

Nie możesz zabić swojego cienia!

Nie mogę? Doprawdy?

Chyba chcesz żyć?

Chcę...

Skoro TY chcesz, to JA też chcę!

Nie dojdziemy nigdy do porozumienia!

Jak, to? Przecież rozmawiamy.

Myślę, że o jest rozmowa starych przyjaciół, Zosiu.

Myślę,cieniu, że to pogawędka wrogów!

Skoro sądzisz, że się nie dogadujemy. To kędyś przyjdzie czas że, się zaprzyjaźnimy.

Kiedy?

Kiedy... staniesz się cieniem.

Czyli wtedy, kiedy umrę?

Tak.

Dobrze, ale jaka jest prawda o mnie?

Kiedyś się dowiesz...

Wtedy, będzie już za późno!

Nigdy nie jest za późno! Naprawdę!

Dziwny jesteś.

Wszak jestem cieniem

Cieniem prawdy?

Tak, cieniem prawdy?

O co chodzi z tym zachodzącym słońcem?

Chodzi o życie, o twoje życie. Masz być TĄ, którą jesteś.

Czyli?

Masz wierzyć w marzenia, masz być sobą, a nie biec za innymi ludźmi.

W tym autobusie z rannego kursu, czai się zguba.

Zguba? Skąd, to wiesz?

Mam mi powiedziała.

Mama? Czyja mama?

Twoja i moja mama...

Nic z tego nie rozumiem!

Tu nie ma nic do rozumienia!

Blefujesz?

Nie.

A jeśli?

Jeśli, co?

Jeśli mam rację, że mnie oszukujesz, że ten niby autobus jest niebezpieczny...


Nagle czerwony autobus wpada w poślizg. Zosia słyszy upiorny śmiech. Hałas robi się nieznośny, dziewczyna ucieka z miejsca wypadku, a w raz

z nią jej cień, który zachował krępujące milczenie. Słońce zachodzi. Dla kogoś innego był dedykowany ten ostatni zachód słońca. Zosia, sama jak zawsze bez zaprzyjaźnionej duszy, wraca do domu. Na swej drodze spotyka kruka. Ptak bacznie się jej przygląda.

Dokąd zmierzasz? - pyta czarnopióry.

Do domu.. – rzecze Zosia.

Czyli dokąd?

Do domu. Do mamy, taty, brata, siostry...

Znaczy się... do całej ludzkości?

Niezupełnie... Taak.

Co znaczy to ziewające „taak”?

Znaczy „tak”.

To znaczy, odpowiedź na pytanie twierdzące?

Tak, ale możesz krakać jaśniej?

Nie mogę jaśniej się wyrażać. Ponoć człowiek jest miarą wszechrzeczy, a wszystkiego nie wie!

Najwyraźniej źle się zrozumieliśmy!

Co to znaczy, „najwyraźniej źle” i dlaczego rozmawiałaś z cieniem?

Jesteś krukiem, który lubi zadawać kłopotliwe pytania. Cień chciał mnie ostrzec przed niebezpieczeństwem.

Mówił Ci jak masz żyć?

Właściwie, to czego nie powinnam robić. Mianowicie, biec za zachodzącym słońcem...

Wy ludzie ciągle gdzieś biegacie! To do banku, to do supermarketu. I wiesz co, zmieniliście się na gorsze! Moglibyście sprzedać domy i zamieszkać na łonie natury tak, jak inne, normalne zwierzęta!

Kruk został sam. Zosia dotarła do domu, zanim rozpętała się przeraźliwa burza na dworze. Jednak, znaleźli się i tacy śmiałkowie, którzy pod prowizorycznym zadaszeniem, postanowili przeczekać ulewę

i zawieruchę.


W jednej chwili świat oniemiał. W telewizji superbohaterowie ratują świat, a w rzeczywistości na nocnym niebie, błyskawice mkną niczym ekspresy. Zosię nie interesuje to, co zza oknem. Woli w cieple, przyglądać się fikcji. Nagle barwny program zostaje przerwany. Po prostu, awaria. Zapowiada się na iście nudny wieczór! Dziewczyna podchodzi do okna i widzi dwóch mężczyzn, którzy popijając trunki, żywo rozmawiają ze sobą. Dwojga jegomości, przesiadując na ławce pod zadaszeniem, przygląda się aurze. Jeden z nich, Siwy z czarnymi szkłami, popijając wino, mówi do niebieskookiego Rudzielca, który dla odmiany jest degustatorem piwa.

Nie ma Boga, Bóg umarł... – szepcze Siwy.

Jak to? Żartujesz? Ja słyszałem, że kiedyś Bóg stał pomiędzy ludźmi, gdy oni tak sobie, jak my, rozmawiali ze sobą. Potem przyszedł Oświęcim i Hitlerowcy. I teraz jesteśmy na tropach nieobecnego Boga. Tak przynajmniej sądzi filozofia.

Rudy, filozof to ty jesteś! Czyli On się na nas obraził? I co teraz?

Przypomniałem sobie jeszcze coś, o jakiś niebiańskich drogach...

Rudy, teraz to już przeginasz! Jakie drogi? My tu mamy tylko niedokończone autostrady! Fe i dziurawe drogi! Widziałeś ty gdzie indziej takie drogi! Niedaleko mojego domu, koło garażów jest taka przepaść, że mały fiat jak w nią wjedzie... To już nie wyjedzie!

Siwy, nie o takie drogi mi chodzi... Tylko o przeznaczenie! Widzisz, filozofia spotkania zakłada, że nie możemy być nikim innym niż jesteśmy. Każdy z nas ma swój szlak, który przemierza w swoim życiu. Po prostu, mieszkam

w Polsce i nie ma drugiego mnie o tam w ... No nie wiem...

W... Irlandii?

Na przykład w Irlandii!

Ja, byłem w Irlandii! Mają tam dobre piwo! Wiesz Rudy, zastanawia mnie jedno, a właściwie kilka spraw.

Jakie?

Jakie... wiem ty jesteś filozof, ty mi odpowiesz!

No, to jakie sprawy?

No wiesz Rudy, czasem sobie tak myślę, że nasz cień, ma więcej spólnego z Niebem, niż nasze ciało.

Tym, niebem u góry?

Nie, z tym na dole!

Żartowałem Siwy. Czyli sądzisz, że nasz cień to dowód na istnienie duszy? To zwierzęta też mają duszę! Na to wychodzi! Tylko czy są tego świadome, że mają cień? Może chodzi o wiedzę o posiadaniu cienia? Siwy, jak myślisz?

Ja nie myślę, ja piję... Siwy wyrzuca do kosza szklaną butelkę po winie.

I po, co to zrobiłeś? Trzeba było zanieść do sklepu! O tam jest monopolowy! Rudy z niezadowoleniem rękoma gniecie puszkę po piwie.

Filozofie, a masz pewność, że piorun nie trafiłby we mnie?

Dwoje przyjaciół oddala się. Powoli mija burza. Zosia przygląda się dwojgu mężczyznom i nie dowierza, że rozmowa pijaków, mogła przerodzić się w teologiczny wykład. To wszystko, wydaje się dla niej zbyt skomplikowane. Pewnie jej cień zna odpowiedź,ale on woli milczeć. Może to lepiej? Może to był tylko sen? Bo dziwne, aby dwoje degustatorów alkoholu, mogło choc raz trzeźwo popatrzyć na świat. Dziewczyna kładzie się na łóżku. Chce zasnąć, ale coś nie daje jej spokoju. Próbuje włączyć telewizor. Udaje się za pierwszym razem. Piękna piosenkarka śpiewa coś po angielsku. Zosia, nie lubi angielskiego. Zmienia kanał. Ta też, ktoś śpiewa. Tym razem wokalista, akompaniując sobie fortepianową nutą. Coś o miłości po angielsku. Wyłącza telewizor. Sięga po ołówek i kartkę. Spisuje zapamiętane słowa – „cień”, „nieobecny Bóg”, „dwaj pijani mędrcy, a zarazem zwykli ludzie”, „autobus”, „pogoń za zachodzącym słońcem”. Zosia postanawia, że to będzie dobry temat na krótki film, bo na, co innego? Podchodzi do okna, spogląda w niebo i na dół. Na jednym z koszmarnych, pałączastych drzew z horroru, usiadł ciekawski kruk. Po raz kolejny, bacznie się przygląda Zosi, która usiadłszy przy oknie coś notuje.


– „Ludzie są dziwni.” – myśli sobie ptak – „Za dziwni, aby ich zrozumieć. Ciągle czegoś szukają i znaleźć nie potrafią, a jak się doszukają, to zapominają, co znaleźli! I muszą szybko zanotować, te strzępki informacji, które jakimś cudem, zostały im w głowach! Urodzeni sklerotycy!”


Ptak odfrunął w nieznane. Wiatr porwał z rąk Zosi kartkę i zaniósł tam, gdzie nie sięga ludzka wyobraźnia. Jeśli ciekawski kruk miał rację, Zosia nie wyniosła wiele z tej lekcji, oby było inaczej.

 

I jak podobało się? Komentujcie... 

Kategorie wpisu: Literatura, Projekty Justy
« powrót

Dodaj nowy komentarz


Krótka historia wpisów na blogu... 


Created by ABC Arte 2019 :)