ABC Arte Blog 

Wyszukiwarka


Stronka zawierająca masę przemyśleń 
Justy z zakresu:

- anime... bo lubię!
- manga... bo lubię! 
- komiks... bo rysuje!
- literatura... bo piszę!
- projekty własne... bo szukam mecenasów!
- refleksje... bo czasem mnie coś nachodzi!
- to co mnie denerwuje... samo przez się! 
- czym jest sztuka... filozofia jeszcze nikogo nie zabiła!
- dlaczego ABC ARTE?
- bo to jest istotne?
I gdzie indziej miałabym publikować
swoje spostrzeżenia?! 

Kliknj... na skróty po więcej informacji! 


Arte czyli co...

2014-05-16 12:12:14, komentarzy: 0

Arte czyli co,... dobre pytanie? Co może, napisać osoba,

która z jednej strony prowadziła warsztaty kreatywne,

zaś z drugiej perspektywy, sama chce uważać siebie za artystę?


Dla mnie "arte" czyli po polsku, "sztuka" to nie tylko przedmiot szkolny.


To chyba bardziej metoda, nie wpadania w depresję.

Na razie skuteczna. Pisząc o sztuce, dostępie do niej,

zwłaszcza w dobie internetu, nie da się, nie wspomnieć

o kwestii "legalnego" źródła.

 

Możliwe, że pod tym kątem, powstałą idea "Legalnej Kultury"

czyli witryn, gdzie udostępnianie muzyki, filmów, książek itp.

nie odbywa się za szkodą autorów, czyli że w ramach popularności

ich wytworów, zatonie doceniony ich wysiłek.

Fantastyczne rozwiązanie, idealne. Jednak czy możliwe?

 

Pod kątem, teoretycznego "tępienia" piractwa,

gloryfikowanego zwłaszcza przez wytwórnie fonograficzne,

a bardziej takich jak Zaiks, to pewnie jest JEDYNE słuszne wyjście...

 

Nie znoszę, wszelkich materiałów, sponsorowanych 

przez takich ludzi, jak przedstawiciele Zaiksu,

typu "to przez piratów" jest tak i tak...


Zastanawiam się,  czy owe firmy, "chronicieli",

wymyśliły to hasło, "zagraniczna muzyka za polską cenę",

a koszt płyty wynosił 50 złotych.

 

Dala mnie, "polska cena" wyniosłaby ze 20 złotych.

Teraz przejdźmy do innego punktu: filmy.


Mój konik, sama robię takie rzeczy,

więc zdaję sobie sprawę, ile to wysiłku.

Tylko dlaczego, płyta z filmem w HD znów ma

zabijającą cenę, nie wspominając już o tym,

że jeśli niektóre filmy, nie są w kolorze,

a grają w nich żywi ludzie, to przydałby się pewien lektor,

(audiodeskrypcja?) czego nawet w tej, cyfrowej TV w HD

nie znajdzie się, a pech chciał, że puszczają

"Czterech pancernych i psa".

 

Ja mam to szczęście, że oglądam filmy na monitorze komputera,  

a najlepiej mi się ogląda filmy rysunkowe i dokumenty o zwierzętach. 


Co mają jednak zrobić ludzie, którzy nic nie widzą,

a chcą  znać te wszystkie, kinowe przeboje,

w przystępnej  dla nich formie?


Czy jak ktoś im udostępnił film z lektorem od siebie,

bo miał taki gest i zrobił dodatkowa ścieżkę,

to twórca ten zostanie piratem? Czy piratami są odbiorcy? 

 

I jeszcze inna dziedzina. Ulubione gazety i czasopisma.

Kupiłam raz w ramach tej akcji, "Legalna Kultura",

uprzednio czytając w sieci fragment pdf-a.


Ebook można było sobie powiększyć z 200%

i po problemie, ale zamiast szukać skanlacji,

kupiłam i co?


Wiem, że to koszty wydruku, a w moim typie czcionki,

magazyn który miał około 100 stron, byłby może i 300 stronicowy. 


Mogli by tak, za  jakąś symboliczną opłatą dać

do pobrania cały pdf. :) Nie każdy, ma przecież cierpliwość

do czytania książek na wysokości swoich źrenic...

Może dlatego kupuję książki, które LUBIĘ,

to znaczy uprzednio upewniając się,

że warto je przeczytać. 


Problem sztuki, kultury, to nie problem twórcy jedynie,

a też i odbiorcy. Według arteterapii i w ogóle

logiki tworzenia, kreatywności, którą my ludzie,

mamy w naturze, nie ma podziału

na artystów i tłum podziwiających


Tak jak w sieci www, każdy ma PRAWO

czuć się artystą. Najlepszym dowodem na to

jest sztuka remiksu, w muzyce zwana też, "mash up". 


Pojęcie to, spopularyzowane przez artystę o pseudominie Girl Talk,

odnosi się do bardzo kontrowersyjnego remiksu,

(bo wytwórnie nie wiedzą już z jakich cząsteczek dźwięków 

z tysiąca utworów) powstałą zupełnie nowa forma.

Gdy mamy remiks, to rozpoznamy zmiksowany utwór 

i kto wie, czy to nawet i cieszy autora pierwowzoru,

bo w końcu zostaje wymienione jego

nazwisko do tablicy i ponownie zapamiętane.


Z mash upem jest o tyle gorzej, że jak dj, zacznie wymieniać

kto tam był, to utwór się skończy. 


Cała sztuka jest jak "mash up", stąd mój postulat

i tytuł, pierwszych, moich warsztatów kreatywnych

"art mash ups" czyli miks sztuk.  


Nie po to, aby kopiować, lecz po to, aby ze znajomości 

miliona cytatów literatury, malarstwa, filmów, muzyki,

a nawet znanych dowcipów, powstało COŚ nowego. 


Cytowanie, nie jest złe bo to kontynuacja tych myśli,

które są, naszymi korzeniami.  Nie można dorobku 

swoich przodków, zamknąć w logo i gadać

"ja mam tylko prawo wystawiać

sztukę o Kubusiu Puchatku",

nawet jeśli temat utworu, nie ma nic wspólnego

z moją tradycją.


Perfekcjonistą w tej branży był Walt Disney i nic dziwnego,

że pewnie wielu niezależnych twórców, widzi w nim... 

największego pirata internetowego, zanim w ogóle powstał internet. 

 

Tyle na razie, ode mnie... A teraz Wyobraźcie sobie

mnie w skórze tego Disney'a. :)


No dobrze, cenię sobie tych, wszystkich pracowitych animatorów,

ale trudno mi zrozumieć, jak ktoś zrezygnował ze swoich

pomysłów na rzecz pokazywania na ekranach, bestselerów literatury... 

I to nie swojej... 

 

Ten post, to dopiero WSTĘP... :)  

 

Obrazek przedstawia mały przykład postaci

w wersji remiksowej.


Gdyby Justa była jak Walt Disney...

to by sobie zagrabiła, cały,

polski folklor :) 


Co Penieralowie, Wam przypominają?

« powrót

Dodaj nowy komentarz


Krótka historia wpisów na blogu... 


Created by ABC Arte 2019 :)